Stieg Larsson – ostatnie starcie

 

Szkoda, że to już ostatnia część, bo choć przewidywalna, to jednak przyjemna. Bez wahania stwierdzam, że „Zamek…” jest najsłabszym ogniwem trylogii. Pierwsze 200-300 stron szło mi dość opornie. Na szczęście potem zaczęła się wartka akcja i nagle okazało się, że już zaraz koniec.

 

Nie wiem, jak inni, ale podczas lektury cały czas czułam nadciągającą chmurę happy endu. W pewnym momencie pojawiło się światełko  w tunelu. Myślałam, że może jednak ktoś zginie, a Larsson czymś zaskoczy. Nadzieje okazały się płonne.

 

Może po dwóch poprzednich, świetnych tomach, tak stać się musiało. Nastąpiło zmęczenie materiału? Rzadko któremu autorowi udaje się w ogóle dorównać poziomem do pierwszej genialnej książki, Larsson tego dokonał. Niestety, „Zamek…” troszkę mnie rozczarował, choć z drugiej strony jest podsumowaniem, zamknięciem i dopełnieniem poprzednich dwóch tomów. Finalne rozstrzygnięcią nie pozostawiają już miejsca na nowe zagadki. Tego mi właśnie zabrakło – czegoś nowego, dużego (wątek stalkera Eriki jest poboczny i można go rozwikłać z marszu).

 

Nie mogę przemilczeć tytułu. Jest wręcz odpychający i nieco śmieszny. Wiem, że angielski też, ale po prostu mi się nie podoba.

 

„Zamek z piasku, który runął” dobrze się czyta i nie trzeba zarywać nocy, co dla niektórych może być zaletą:) Dla fanów Stiega Larssona lektura obowiązkowa, reszta może sobie darować.

 

 

 

Ocena: 4.5/6

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystkie i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Stieg Larsson – ostatnie starcie

  1. ib-us pisze:

    Dla mnie również najsłabsza z całej trójki, a poza tym rozczarowanie, że Lisbeth nie będzie z Mikaelem!!! hahah

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *