Pierwsze spotkanie z Marininą


Pierwsze spotkanie z twórczością Aleksandry Marininej okazało się całkiem przyjemne. Przeczytałam „Ukradziony sen”, ale przyznam szczerze, że gdybym miała sięgnąć po inny tytuł tej autorki – to tylko pochodzący z biblioteki.


Intryga w „Ukradzionym śnie” jest całkiem niezła. Główna bohaterka nie wzbudziła u mnie szczególnych emocji, żadna inna postać również. Moją uwagę zwróciły relacje damsko-męskie. Na wielu książkowych blogach spotkałam się z zarzutami wobec Larssona, że stworzył jakieś nieprawdopodobne konfiguracje, mogące zrodzić się tylko w męskim umyśle. Kryminał Marininy podważa te zarzuty.


Nie mogę nie wspomnieć o fragmencie, który mnie rozbawił/zażenował – „otworzyła telewizor”. Błąd w tłumaczeniu?


Strasznie denerwowało mnie nazywanie jednego bohatera kilkoma różnymi imionami, co jest charakterystyczne dla rosyjskiej kultury. Każda męska postać musi choć raz zostać określona jako Aleksander jakiś tam.


Napięcie rośnie wraz z ilością stron, co na pewno należy do pozytywów książki. „Ukradziony sen ” to lekki kryminał, jakich wiele. Szybko się czyta i szybko zapomina.




Ocena: 4/6

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystkie i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Pierwsze spotkanie z Marininą

  1. beatrix73 pisze:

    Lubię kryminały Marininy, faktycznie są to lekkie książki, ale dobrze się czyta, a mentalność Rosjan i ich przyzwyczajenia ciekawie nakreślone. Ale dokładnie to samo mam z tymi imionami. Czasami zanim się zorientowałam o kogo chodzi, był koniec książki. Poza tym kryminały Marininy są całkiem dobre.

  2. anaman pisze:

    Dobrze wiedzieć, że nie tylko ja mam z rosyjskimi imionami problem:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


× trzy = 9