Powrót z nadmorskiej krainy

Muszę się pochwalić, że wypoczęłam bardzo. Na wakacjach byłam spokojna, jak nie pamiętam kiedy. Mam nadzieję, że uda mi się trochę tego spokoju zachować na dłużej. Będę się starać…

 


 

Melduję też, że wszystkie zabrane książki przeczytane. Gdyby nie oszczędne ich dawkowanie, zabrakłoby mi lektur. Próbowałam zdobyć mało ambitne czasopismo, które od czasu do czasu podczytuję, właściwie bardziej przeglądam, ale do J. ono niestety nie dociera. (choć oferują całą gamę gazet, o których nigdy nie słyszałam;)

 

Pokrótce streszczę moje wrażenia z czytania.

 

Na pierwszy ogień poszła Charlotte Link i jej „Przerwane milczenie”. Specjalnie mnie ta „cegiełka” nie wciągnęła. Link udało się całkiem nieźle oddać klimat angielskiej prowincji, za co na pewno należy jej się duży plus. Poza tym akcja trochę się przeciągała, wiele zagadek można było rozwiązać od ręki, a niektóre wątki były, moim skromnym zdaniem, niepotrzebne. Za dużo tych wątków, co prawda zgrabnie i spójnie połączonych, ale jednak w nadmiarze. Ocena: 4/6

 

Następnie, z niemałą ciekawością, zabrałam się za „Być kobietą i nie zwariować” Katarzyny Miller i Moniki Pawluczuk. Ogólnie rzecz biorąc lektura bardzo przyjemna, dość ciekawa i wciągająca. Czyta się bardzo szybko. Chętnie wzięłabym udział w prawdziwych warsztatch z udziałem Kasi Miller, czego zazdroszczę Pr0myczkowi🙂 W książce ujęto wiele bliskich mi „problemów”. Np. nie bardzo lubię pracować zespołowo, bo kończy się na tym, że zazwyczaj i tak poprawiam to, co mieli wykonać inni. Ludziom zwyczajnie nie zależy, a ja wkładam w swoją pracę całą siebie i nie chcę zostać gorzej oceniona, bo komuś się nie chciało i wykonał swoją część byle jak. Niestety Kasia Miller nie podpowiada za bardzo, co z tą kwestią zrobić. Wskazuje jedynie, że to złe nastawienie i postępowanie. Kilka spraw zostało w ten sposób wg mnie nierozwiązanych, a szkoda. Uczciwie przyznaję, że jestem osobą dość twardo stąpającą po ziemi (choć może ktoś rzekłby, że płytką?) i porady typu zanurzanie się w oceanie własnych lęków średnio do mnie przemawiają. Książka mimo to bardzo mi się podobała, naładowana jest pozytywną energią i warto po nią sięgnąć. Ocena: 5/6

 

Na koniec zostawiłam sobie „Klinikę” Sebastiana Fitzka. I tutaj może nie rozczarowanie, ale na pewno nie odkrycie na miarę chociażby Sophie Hannah, którą bardzo lubię. „Klinika” rzeczywiście jest dość niekonwencjonalna, jednak mnie nie ujęła jakoś wybitnie. Domyśliłam się dość szybko, kto jest kim w tej grze. Jedyne, co mnie zaintrygowało to zagadki Łamacza. Szczególnie głowiłam się nad ostatnią, na szczęście Marpil rzuciła mi kotwicę;) Ocena: 4/6

 

Poza tym, czytając też prasę (zabraną z domu; śmiem wątpić, czy ten konkretny tygodnik znalazłabym w J.), dopisałam kilka świetnie zapowiadających się tytułów do mojej listy „do przeczytania”. Może uda mi się co nieco wypożyczyć, choć szanse są nikłe. Pewnie skuszę się na zakup, choć zasoby finansowe topnieją z dnia na dzień. Zobaczymy. Na razie lektur mi nie brakuje:) Zawsze chcę jednak więcej książek, najchętniej na własność, na półkę, by czekały cierpliwie na swoją kolej. Istnieją groźniejsze słabości, więc pozostaje się uśmiechnąć;)

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystkie i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Powrót z nadmorskiej krainy

  1. clevera pisze:

    Ostatnie zdanie to święta prawda. Rozgrzeszenie murowane.:)

  2. beatrix73 pisze:

    Zazdroszczę wyjazdu, mnie też jest to potrzebne, ale na razie nie mogę nigdzie wyjechać. Czy byłaś może w jakiejś mniejszej miejscowości nad morzem? Szukam czegoś spokojnego. Mam nadzieję, że uda mi się odpocząć wdychając nadmorski wiatr. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *