
Wiele o tej książce słyszałam, a gdy podczas wakacji przeczytałam artykuł o „Sagance” w TP, stwierdziłam, że czas najwyższy sięgnąć po „Witaj, smutku”.
Ta mała książeczka urzeka leniwą atmosferą wakacji, słońca i nicnierobienia. Czyta się przyjemnie i szybko.
Gdybym miała jednym słowem określić „Witaj, smutku”, użyłabym słowa ponadczasowość. Trąci nieco szkolnymi lekturami, ale jednak. Odebrałam ten literacki debiut Sagan, jako wspomnienia zblazowanej panienki. Cecylia, trochę z nudów, trochę z zazdrości, knuje intrygi. Do końca sama nie wie, czego chce. Kiedy jej plan skutkuje i przyczynia się do tragedii, Cecylia cierpi. Odnoszę jednak wrażenie, że to cierpienie podszyte ironią. Cierpienie egzaltowane, idealnie pasujące jako opis na facebooku, czy naszej-klasie.
Kiedyś „Witaj, smutku” należała do książek przeznaczonych wyłącznie dla dorosłych. Dzisiaj zupełnie nie szokuje. Jej przekaz jest uniwersalny i dlatego warto tę książkę przeczytać.
Ocena: 4/6
***
Jutro wyjeżdżam w 2-tygodniową podróż. Ze względu na ograniczenia bagażowe zabieram tylko „Szwaczkę” Frances de Pontes Peebles. Mam nadzieję, że mi się spodoba i wystarczy na 2 tygodnie! Do zobaczenia:)


Kiedyś widziałam stary film (z 1958 roku) na podstawie tej książki. Zrobił na mnie niemałe wrażenie i gdybym miała okazję, sięgnęłabym po książkę.
Film też zamierzam obejrzeć:)
jak ci się spodoba to może nie starczyć treści na 2 tygodnie

miłego wypadu
a po „witaj smutku” być może sięgnę przy najbliższej okazji
ps: zapraszam do mnie po powrocie
Rzeczywiście może mi szwaczka nie starczyc bo baaardzo wciąga;) pozdrawiam wyjazdowo!
och, piękny tytuł książki!