
Twierdzenie, że Camilla Lackberg jest godną następczynią Stiega Larssona to bzdura. Niestety, kolokwialnie rzecz ujmując, Lackberg nie dorasta Larssonowi do pięt. Jej saga kryminalna to po prostu przyjemne czytadełka i niestety nic więcej.
Lackberg trzyma się schematu, który przyjęła na początku i zupełnie się poza niego nie wychyla. Postaci są w zasadzie czarno – białe. Wstawki sprzed lat nie zawsze ciekawią. Najmniej przekonuje mnie liczba popełnianych morderstw. Spokojna, niezaludniona gęsto okolica ( wyłączając sezon turystyczny), a mamy do czynienia z morderstwem średnio co 9 miesięcy. I każde z tych przestępstw ma związek z przeszłością. Okazuje się nagle, że ta piękna okolica to wylęgarnia psychopatów…
Najbardziej zaciekawiło mnie zakończenie „Ofiary losu”. Pomimo zarzutów przedstawionych powyżej już zamówiłam piątą część sagi – „Niemieckiego bękarta”.
Książki Lackberg nie są lekturą obowiązkową. Przeczytać można, dość przyjemnie się przy tym bawiąc. Polecam jako autobusową lekturę.
Ocena: 4/6


Przeczytałam 4 tomy, ale głównie dlatego, że są tak trudne do zdobycia (jeśli się nie chce kupować). Jak miałam okazję pożyczyć to pożyczałam. Wrażenie po lekturze mam podobne do twoich, z tą różnica, że ja Larsoona też specjalnei nei cenię.
Po „Niemieckiego bękarta” sięgać nie mam zamiaru (ale za pól roku może mi się odwidzieć).