
Książkę wygrałam u dededan. Z przykrością przyznaję, że nie przypadła mi do gustu. W związku z tym postanowiłam posłać ją dalej w świat, by trafiła do czytelnika, którego oczaruje. Chętnych proszę o pozostawienie komentarza. 25-tego maja nastąpi rozstrzygnięcie tego mini-konkursu drogą losowania. Zapraszam:)
Akcja „Wiedeńskiej krwi” rozgrywa się u progu XX wieku. Pomimo licznych odniesień do ram czasowych, nie poczułam atmosfery 1902-go roku. Przypominałam sobie, że to początek XX wieku, gdy autor wyraźnie to sugerował. Fakt, że nie udało mi się przenieść w czasie, miał znaczący, negatywny wpływ na mój odbiór książki.
W Wiedniu grasuje seryjny morderca. Próbuje go pojmać inspektor Rheinhardt, jednak starania policji nie przynoszą efektów. Inspektor prosi o pomoc swego przyjaciela, młodego psychiatrę Liebermanna. Liebermann należy do grona zafascynowanego Zygmunetm Freudem, którego nauki pomogą w ujęciu sprawcy.
Książka zaciekawiła mnie w okolicach 270-tej strony (całość składa się z 373). Doczytałam do końca tylko dzięki entuzjastycznemu przedstawieniu „Wiedeńskiej krwi” przez dededan.
Najbardziej podobały mi się perypetie miłosne młodego Liebermanna. Histioria nieco przewidywalna, ale pełna emocji. Ciekawie też przedstawiono (zgodnie z historycznymi faktami) sytuację kobiet na początku XX wieku.
Myślę, że „Wiedeńska krew” może się podobać. Osobiście gustuję w nieco mocniejszych, może „szybszych” kryminałach. Stąd chyba niekompatybilność z tym tytułem.
Ocena: 3/6


Zgłaszam się
Zgłaszam się również. Chętnie porównałabym sobie tę książkę z „Sekretem Freuda”, który wciąż przede mną
Polecam się
Również się zgłaszam!
Zgłaszam się i pozdrawiam serdecznie
Zgłaszam sie, a nuż mi przypadnie do gustu?