Muzeum zmarnowanego życia?

„Muzeum Niewinności” to dziwna książka. Momentami ciekawi, porywa. Są chwile, gdy ma się ochotę cisnąć ją w kąt, ziewając.

Po lekturze całości, zmienia się perspektywa. Można już wtedy zakwalifikować „Muzeum Niewinności” do gatunku powieści z morałem i odbierać ją spokojniej, uważniej, odsuwając na bok powierzchowne emocje.

Książka jest zapisem obsesji głównego bohatera – Kemala. Obsesja dotyczy Fusun, 18-letniej dalekiej krewnej. Pewnie niektórzy będą się spierać, że to piękna historia niesamowitej miłości. Zupełnie się z tym nie zgadzam. Myślę, że uczucie Kemala kwalifikuje się bardziej do określenia choroba. Choroba przewlekła i w tym przypadku niestety nieuleczalna.

Kemal to trzydziestokilkuletni bogaty panicz, pochodzący z wyższych sfer stambułskiej socjety. Świat stoi przed nim otworem. U boku Kemala idealna narzeczona. Świat bez skazy. Nagle, przez przypadek Kemal poznaje Fusun. Nawiązują intensywny romans. Nawiasem mówiąc, także ta, bardziej seksualna, niż miłosna przygoda, to dość niezdrowa mieszanka. To połączenie fascynacji młodą dziewczyną, a jednocześnie powrotem do dzieciństwa, z którym Fusun kojarzy się Kemalowi.

Kemal i Fusun romansują, a „normalne”, regularne życie bohatera toczy się swoim torem. Wielkimi krokami zbliża się ślub z ukochaną narzeczoną. Kemal staje się zdezorientowany. Uświadamia sobie, że nie może żyć bez Fusun. W związku z tym rujnuje sobie (przy okazji niczemu niewinnej narzeczonej) szansę na życie, jakie było dla niego przewidziane. W tle przemiany społeczne i Stambuł.

W żadnym momencie nie pomyślałam, och, to wszystko z wielkiej miłości do Fusun, która nota bene kompletnie nie wzbudziła mojej sympatii. Kemal jest przyzwyczajony, że dostaje to, na co ma ochotę. Nie może chwilowo mieć Fusun, więc zaprzepaszcza wszystko, by ją zdobyć.

„Muzeum niewinności” podzieliłabym w odbiorze na trzy części – zainteresowanie, znudzenie, zniecierpliwienie. Zainteresowanie – początkowo historia Kemala wciąga, czytelnik jest ciekaw zwyczajnie, „co będzie dalej”. Dalej niestety nie ma nic, bo Kemal odznacza się miałkim i słabym chrakterem, co jak się dowiadujemy przechodzi w tej rodzinie z ojca na syna. Nadchodzi znudzenie, okres wielkiego cierpienia, użalania się nad sobą. Kemal jest na tyle żałosny, że oczekuje pocieszenia od własnej narzeczonej!

I wreszcie zniecierpliwienie. Kemal zniszczył już całe swoje dotychczasowe życie. Odnajduje Fusun i wchodzi w dziwny związek z nią i jej rodziną. Związek chory, przepełniony toksycznymi emocjami.

Czekamy teraz razem z nim na wielki wybuch, który musi nastąpić. Nikt chyba nie ma wątpliwości, że ta historia nie będzie miała szczęśliwego zakończenia. Zupełnie nie rozumiem postępowania Kemala, gonienia za czymś, co z góry spisane jest na straty.

Ciekawe w tej książce są postawy kobiet. Wspólną ich cechą jest bierność. Niby są nowoczesne, aspirują do bycia Europejkami. Zgadzają się jednak na przedmiotowe traktowanie, na sterowanie własnym życiem, na bycie dodatkiem do mężczyzny. Często przymykają oczy, nie wiadomo właściwie w imię czego? Uwarunkowanie kulturowe ma na to oczywiście wpływ, ale czy aż taki, że żadna z bohaterek nie potrafi powiedzieć dość, wziąć spraw we własne ręce, nie być marionetką męża, rodziny? Tym bardziej, że nie są to kobiety z najbiedniejszych warstw społecznych, a w większości z samego szczytu.

Pamuk świetnie wprowadził do fikcyjnego świata tej powieści własną osobę, oryginalny zabieg. Niesamowity jest też spis nazwisk, mapa miasta. Sam pomysł na „Muzeum Niewinności” zasługuje na zauważenie i docenienie. Całość jest spójna i tak namacalna, iż nie dziwię się, że na fali popularności powieści Pamuk planuje otworzyć w Stambule prawdziwe muzeum. Sama odwiedziłabym je z ogromną przyjemnością.

Czekałam niecierpliwie, jak skończy się ta historia. Bardzo zaskoczyły mnie jedne z ostatnich słów Kemala, w których wyznaje, że miał bardzo szczęśliwe życie. Zastanowiło mnie to, bo odebrałam je jako pasmo udręk. Praktycznie przez większość swoich lat ścigał jakiś sen, marzenie. Może właśnie to pozwoliło mu osiągnąć zadowolenie? Może gdyby doszło do ziszczenia jego życzeń, nie widziałby świata tak kolorowo? Nie wiem. Skierowało to jednak moje myśli w kierunku rozważań o morale. Nie oceniaj życia innych przez pryzmat pozorów? Sądzę, że morałów można z tej książki wysnuć bardzo wiele.

Na koniec jeszcze fragment, który szczególnie mi się spodobał:

„W ten sposób zaczęliśmy przeżywać to, co uznałem za najszczęśliwszy moment mojego życia. Przeżywając taką chwilę, nie zdajemy sobie sprawy, że jest to najszczęśliwsza chwila w naszym życiu. Możemy oczywiście sądzić, albo wręcz mówić szczerze (i często), że ten wyjątkowy moment jest właśnie teraz, ale mimo to jakaś część naszego „ja” wciąż wierzy w jeszcze piękniejsze, jeszcze szczęśliwsze chwile, które zdarzają się w przyszłości. Nikt bowiem nie jest w stanie, zwłaszcza w młodości, żyć w przekonaniu, że potem będzie tylko gorzej, a jeżeli przeżywając najszczęśliwszy moment swego życia, potrafi sobie wyobrazić jego wyjątkowość, to zaczyna wierzyć, iż przyszłość też będzie wspaniała.”

Polecam!


Ocena: 4.5/6

Ten wpis został opublikowany w kategorii Przeczytane 2011 i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Muzeum zmarnowanego życia?

  1. emi pisze:

    fajnie się zapowiada.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


− jeden = 2