Kukułka – Antonina Kozłowska

Długo czekałam w bibliotecznej kolejce na „Kukułkę” Antoniny Kozłowskiej. Było warto. Nawet moja mama, która nie należy do namiętnych czytelników książek ( a tym bardziej nie czyta szybko), pochłonęła „Kukułkę” w jedną noc. Sama przeczytałam książkę w niedzielne popołudnie.

Nieco obawiałam się, że „Kukułka” będzie słabą, polską babską książką. Przyznaję, że książka zalicza się do typowo kobiecej literatury. Nie jest to jednak „kobiecość” odpychająca, bardziej melancholijna i nastrojowa.

„Kukułka” to historia dwóch kobiet – Marty i Iwony. Są w podobnym wieku, różni je status materialny i kwestia macierzyństwa. Marta – pracownica korporacji, mieszkająca na zamkniętym osiedlu i Iwona, która z rozmarzeniem spogląda zza szyby starego bloku na to idealne, piękne życie. Marta pragnie dziecka, teoretycznie jest zdrowa, nie udaje się jej jednak donosić ciąży. Iwona, woźna w szkole, samotna matka dwójki dzieci, której ojciec zarzucał, że „potrafi jedynie rodzić dzieci” żałuje, że nie udało jej się wyrwać do lepszego świata zamkniętego osiedla.

Podobał mi się realizm świata przedstawionego, choć można by zarzucić autorce, że ukazała otaczającą rzeczywistość dość stereotypowo. W rodzinie Iwony panuje ciepła atmosfera, otacza ją grono przyjaciół i choć żyje skromnie, to teoretycznie dość szczęśliwie. Z drugiej strony Marta „mająca wszystko”, czytaj pieniądze, oczywiście pozbawiona wsparcia innych ludzi i samotna. Jest to chyba rozpoznawalny schemat XXI wieku, o którym ciągle czytamy z gazetach. Pieniądze szczęścia nie dają itp. Nie do końca mnie to przekonuje. Z moich obserwacji wynika, że owszem ludzie mniej zamożni mają może większe grona znajomych, ale czy obgadująca wszystkich sąsiadka w trudnych chwilach okazuje pomocną dłoń?

Nie przypadło mi za to do gustu zakończenie. Trochę zbyt cukierkowe. Nie wierzę w nagłą zmianę Marty, całkowite odrzucenie „Warszawki”, marzeń o dziecku. Kobieta, która nie brała pod uwagę adopcji nieoczekiwanie spełnia się pomagając dzieciom z „bidula” i to daje jej wystarczającą namiastkę macierzyństwa? Pomijam już kwestię rozpadu małżeństwa. Marta jakby w ogóle tego nie przeżywała, życie toczy się dalej tak po prostu? Nie żywiła żadnych uczuć do mężą, którego ponoć kochała? A gdzie chociażby najzwyklejsze w świecie przyzywczajenie do drugiej osoby, po tylu latach wspólnego życia?

Temat poruszony w książce wart jest przemyślenia. Jak daleko można się posunąć, by zaspokoić swoje macierzyńskie instynkty? Sytuacja, w której znalazła się Marta to dramat, który dotyczy wielu kobiet. Czy jednak można w takim położeniu na spokojnie zastanowić się nad tym, czy to może los/ natura/Bóg chce nam coś przekazać, uniemożliwiając prokrecję? Kwestia należy do bardzo trudnych, ile ludzi, tyle opinii. Dobrze, że mówi się o tym problemie coraz więcej i głośniej.

Podsumowując, „Kukułka” to dobra i ciekawa lektura. Z zainteresowaniem sięgnę po inne książki autorki, szczególnie mam chęć na „Czerwony rower”.

Ocena: 4/6

Ten wpis został opublikowany w kategorii Przeczytane 2011 i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Kukułka – Antonina Kozłowska

  1. recenzja bardzo zachęcająca i tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że to książka dla mnie, mam nadzieję że niedługo uda mi się ją przeczytać

  2. anaman pisze:

    Polecam, rzadko zdarza się dobra lektura polskiej autorki:)

  3. marta-gotuje pisze:

    Czytając Twojego bloga zdecydowanie mogę powiedzieć, że czytam za mało!!!!!Muszę nadrobić zaległości:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *