Na polu bitwy z Amy Chua

opis książki

„Bojowa pieśń tygrysicy” to bardzo interesująca lektura, także dla osób bezdzietnych, do których się zaliczam.

Amy Chua jest matką dwóch dziewczynek i opowiada historię swojego macierzyństwa. Porównuje chiński i zachodni sposób wychowywania dzieci. Chińska metoda, choć okupiona dyscypliną i ciężką pracą, to według autorki droga do sukcesu, za którą kiedyś córki jej podziękują. Zachodnie podejście do rodzicielstwa Chua określa jako miękkie, nieefektywne, a zachodnie dzieci wyrastają z tego powodu na nieudaczników.

W książce, bardzo dobrze i płynnie zresztą napisanej, dochodzi do konfrontacji dwóch skrajnych racji. Sądzę bowiem, że w każdej z wyżej wspomnianych metod znajdują się wartościowe elementy. Należy tylko odpowiednio je połączyć i nie przesadzać ani z bezstresowym podejście, ani z wojskową musztrą. Warto też zauważyć, że niestety nie każdy może zostać Einsteinem, o czym Chua chyba nie pamięta.

„Bojowa pieśń tygrysicy” momentami wydaje się nawet zabawna. Chua zaskakuje swą nieustępliwością w stosunku do dzieci i wiarą w jedyną słuszną, oczywiście chińską metodę, której muszą sprostać jej córki. Po głębszym zastanowieniu książka wydaje mi się jednak zapisem macierzyńskiej porażki autorki. Owszem, jej córki odnosiły rozmaite sukcesy, wygrywały konkursy, ale nie mają z matką żadnej głębszej emocjonalalnej więzi. A to myślę jest w rodzicielstwie najważniejsze.

Zaskakująca wydaje mi się też postawa ojca dziewczynek, męża autorki. Jego „płynięcie z prądem” ustalanym przez żonę doprawdy mnie zdumiewa. Czasami próbuje coś zasugerować żonie, ale rzadko ma jakikolwiek wpływ na wychowanie własnych dzieci.

Chua momentami wzbudzała też mój podziw. Przede wszystkim dotyczy to kwestii organizacyjnych. Potrafiła pogodzić intensywne wychowywanie córek (godziny ćwiczeń gry na instrumentach itd.) i z powodzeniem pracować i rozwijać się zawodowo.

Zachęcam do lektury „Bojowej pieśni tygrysicy”. Zdecydowanie warto. Książka przedstawia wiele spraw z innej perspektywy. Pobudza też do przemyśleń i choć brzmi to jak formułka ze szkolnego wypracowania, tak właśnie jest. Amy Chua ma lekkie pióro, więc lektura jest bardzo przyjemna. Polecam.

Ocena: 5/6

Ten wpis został opublikowany w kategorii Przeczytane 2011 i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Na polu bitwy z Amy Chua

  1. marta-gotuje pisze:

    Dostałam niedawno książkę w prezencie, ale nie miałam czasu się do niej zabrać. Po Twojej recenzji już nie mogę się doczekać, aż przeczytam!

  2. JANINA pisze:

    CZEKAM NA KOLEJNE WPISY

  3. Jola pisze:

    Fajna pozycja 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *