Wolność – Jonathan Franzen

Czy też tak macie, że widzicie jakąś książkę i od razu wiecie, że Wam się spodoba? I nawet, gdy obiecacie sobie oszczędność, to i tak w końcu kupicie ten przyciągający Was egzemplarz? Tak właśnie było ze mną i „Wolnością” Franzena. Choć może to po prostu siła marketingu 😉

„Wolność” to historia zataczająca swoje koło wokół Patty i Waltera. Poznają się jeszcze podczas studiów. Patty interesuje się współlokatorem Waltera – Richardem Katzem, a ten przyjaciólką Patty. Walter to trzeci, zbędny w obu tych układach, element. Wytrwale próbuje zdobyć Patty i w końcu, na skutek rozmaitych okoliczności, dopina swego. Bohaterowie biorą ślub, kupują dom, następnie pojawiają się dzieci. Teraz powinni już tylko żyć długo i szczęśliwie. Jednak nierozwiązane, przeróżne zagadnienia z ich przeszłości, domagają się rozstrzygnięcia. Zarówno Patty, jak i Walterowi, nie udaje się uciec od problemów, tylko dlatego, że zmienili stan cywilny i miejsce zamieszkania.

Czytelnik poznaje historię Berglundów z różnych perspektyw. Mamy relację sąsiadów, dzieci oraz oczywiście samych zainteresowanych. Pomysł dobry i ciekawy, jednak na pewno nie nowatorski.

„Wolność” jest do bólu amerykańska. Są wielkie marzenia, stracone szanse. Całość dość wiarygodna. Książka porusza wiele ważkich kwestii, można by pokusić się o określenie jej studium samotności.

Skupmy się jednak na tytułowej wolności, której bohaterowie zaznali aż w nadmiarze. Niektórzy nie unieśli jej ciężaru. Wydaje mi się, że głównym problemem większości postaci, przygniecionych zewnętrzną wolnością, był brak poczucia wolności w sobie. Dobrym przykładem jest syn Berglundów, choć oswobodzony przez rodziców, nie potrafił się od nich oderwać mentalnie. Walter – zniewolony pamięcią o ojcu pijaku, Patty – opętana obsesyjną myślą o innym, lepszym życiu. Kiedy postanawia jednak sięgnąć po to lepsze, wymarzone życie – Richarda, burzy dotychczasowy porządek świata, swojego, Waltera i Katza. Znowu czuje się uwięziona.

Interesująca w „Wolności” jest relacja rodzice – dzieci. Obserwujemy kilka jej pokoleniowych odsłon. Widzimy usilne starania, by się nie stać się jak własna matka/ojciec, próby oderwania się, uniezależnienia, sprzeciwu. Ostatecznie z wiekiem przychodzi zrozumieniem, przebaczenie.

„Wolność” to absorbująca lektua, aczkolwiek nie do końca satysfakcjonująca. Wypatrywałam amerykańskiego zakończenia, z przytupem i fajerwerkami, niekoniecznie z happy endem. Pomimo wielu wydarzeń „po drodze”, nieustannie czekałam na to najważniejsze, decydujące rozstrzygnięcie. W zasadzie się nie doczekałam. Doczytałam do ostatniej strony i pojawiło się rozczarowanie, że jak to, nie ma już nic więcej? Wszystko kończy się tak po prostu, dość zwyczajnie? Wygląda na to, że dokładnie tak i choć było tak wiele emocji „na szlaku”, zakończenie pozostawia obojętnym.

Finałowa neutralność nieco obniżyła mój pozytywny odbiór „Wolności”. Pomimo tego, zachęcam do przeczytania.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Przeczytane 2011 i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Wolność – Jonathan Franzen

  1. Irmin pisze:

    Pamiętam jak na swojej stronie oceniałaś kiedyś książki w kategorii punktowej, czy zamierzasz wrócić do tej skali?:)

  2. Jonah pisze:

    Wydaje się ciekawa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


+ 6 = osiem