Czy też tak macie, że widzicie jakąś książkę i od razu wiecie, że Wam się spodoba? I nawet, gdy obiecacie sobie oszczędność, to i tak w końcu kupicie ten przyciągający Was egzemplarz? Tak właśnie było ze mną i „Wolnością” Franzena. Choć może to po prostu siła marketingu

„Wolność” to historia zataczająca swoje koło wokół Patty i Waltera. Poznają się jeszcze podczas studiów. Patty interesuje się współlokatorem Waltera – Richardem Katzem, a ten przyjaciólką Patty. Walter to trzeci, zbędny w obu tych układach, element. Wytrwale próbuje zdobyć Patty i w końcu, na skutek rozmaitych okoliczności, dopina swego. Bohaterowie biorą ślub, kupują dom, następnie pojawiają się dzieci. Teraz powinni już tylko żyć długo i szczęśliwie. Jednak nierozwiązane, przeróżne zagadnienia z ich przeszłości, domagają się rozstrzygnięcia. Zarówno Patty, jak i Walterowi, nie udaje się uciec od problemów, tylko dlatego, że zmienili stan cywilny i miejsce zamieszkania.
Czytelnik poznaje historię Berglundów z różnych perspektyw. Mamy relację sąsiadów, dzieci oraz oczywiście samych zainteresowanych. Pomysł dobry i ciekawy, jednak na pewno nie nowatorski.
„Wolność” jest do bólu amerykańska. Są wielkie marzenia, stracone szanse. Całość dość wiarygodna. Książka porusza wiele ważkich kwestii, można by pokusić się o określenie jej studium samotności.
Skupmy się jednak na tytułowej wolności, której bohaterowie zaznali aż w nadmiarze. Niektórzy nie unieśli jej ciężaru. Wydaje mi się, że głównym problemem większości postaci, przygniecionych zewnętrzną wolnością, był brak poczucia wolności w sobie. Dobrym przykładem jest syn Berglundów, choć oswobodzony przez rodziców, nie potrafił się od nich oderwać mentalnie. Walter – zniewolony pamięcią o ojcu pijaku, Patty – opętana obsesyjną myślą o innym, lepszym życiu. Kiedy postanawia jednak sięgnąć po to lepsze, wymarzone życie – Richarda, burzy dotychczasowy porządek świata, swojego, Waltera i Katza. Znowu czuje się uwięziona.
Interesująca w „Wolności” jest relacja rodzice – dzieci. Obserwujemy kilka jej pokoleniowych odsłon. Widzimy usilne starania, by się nie stać się jak własna matka/ojciec, próby oderwania się, uniezależnienia, sprzeciwu. Ostatecznie z wiekiem przychodzi zrozumieniem, przebaczenie.
„Wolność” to absorbująca lektua, aczkolwiek nie do końca satysfakcjonująca. Wypatrywałam amerykańskiego zakończenia, z przytupem i fajerwerkami, niekoniecznie z happy endem. Pomimo wielu wydarzeń „po drodze”, nieustannie czekałam na to najważniejsze, decydujące rozstrzygnięcie. W zasadzie się nie doczekałam. Doczytałam do ostatniej strony i pojawiło się rozczarowanie, że jak to, nie ma już nic więcej? Wszystko kończy się tak po prostu, dość zwyczajnie? Wygląda na to, że dokładnie tak i choć było tak wiele emocji „na szlaku”, zakończenie pozostawia obojętnym.
Finałowa neutralność nieco obniżyła mój pozytywny odbiór „Wolności”. Pomimo tego, zachęcam do przeczytania.


Pamiętam jak na swojej stronie oceniałaś kiedyś książki w kategorii punktowej, czy zamierzasz wrócić do tej skali?:)
Zastanawiam się nad tym
Wydaje się ciekawa.