„Czarne mleko” Elif Safak odrobinę mnie rozczarowało. Ogólnie rzecz biorąc, książka zalicza się do tzw. fajnych, ale podszyta jest grafomańską nutą.
„Czarne mleko” przedstawia rozterki autorki, jako pisarki, na temat macierzyństwa. Początkowo są one czysto hipotetyczne, z czasem, gdy Safak zachodzi w ciążę, przestają być tylko teorią.
Zastanawiałam się, czy warto sięgać po ten tytuł, jeśli podobne dylematy są mi na razie raczej odległe. Wszystkim mającym podobne wątpliwości zdradzę, że „Czarne mleko” bardziej opisuje wewnętrzne rozdarcie pomiędzy wieloma rolami, jakie gramy w życiu niż skupia się na samym macierzyństwie.
Z opisu przeżyć Safak wnioskuję, że o depresję poporodową raczej się otarła, niż na nią cierpiała. Nazwałabym to zwykłym baby-bluesem (czasowe obniżenie nastroju spowodowane reakcją hormonalną organizmu na poród. Ciało kobiety próbuje dostosować się do nowej sytuacji „bez dziecka” w swoim wnętrzu, co wpływa na wahania hormonalne oraz zaburzenia nastroju. Baby Blues nazywane jest też przygnębieniem poporodowym). Starania autorki, by lekko i zabawnie przedstawić depresję poporodową jako Lorda Pontona uważam za nieco infantylne. W odniesieniu do rzeczywistej jednostki chorobowej wydaje się to też mieć charakter bagatelizujący.
Interesujące były niektóre fragmenty o znanych kobietach, zarówno matkach i nie-matkach, m.in. o Zeldzie Fitzgerald, Lou Andreas-Salomé, Virginii Woolf, Sylwii Plath, Dorris Lessing. Safak przybliża ich prywatne dzieje, niekoniecznie powszechnie znane. Czasem jednak przytoczone historie wydają się zupełnie niepowiązane, chaotyczne. Brakuje im wspólnego mianownika i celnej puenty.
Nie mogę też nie wspomnieć o moim rozczarowaniu i niedowierzaniu. Ogarnęły mnie one, gdy Safak zdradziła imiona swoich dzieci i powody ich nadania. O ile z imieniem dziewczynki (Zelda) nie mam najmniejszego problemu, o tyle imię chłopca budzi mój głęboki sprzeciw i niepokój. Safak prezentuje swą osobę jako wykształconą pisarkę, a nazywa syna na cześć książki Paulo Coelho – Zahir. Najwidoczniej moje odczucia na temat tego autora dość mocno odbiegają od opinii pani Safak.
Podsumowując, „Czarne mleko” to książka chyba niedopracowana. Owszem, czyta się przyjemnie i lekko, ale szkoda, że Safak nie wyciągnęła z tego bardzo ciekawego pomysłu więcej. Niemniej, polecam, warto sięgnąć i odpocząć przy tym tytule od tradycyjnie skrojonych lektur.

W oczekiwaniu na dziecko chyba sięgnę po tą lekturę
Zapowiada się interesująco !
Walcząc z anginą, czytam „Bękarta ze Stambułu” tejże autorki i uważam, że jest to świetna, wielowątkowa i przebogata powieść. Ale czy sięgnę po „Czarne mleko” nie wiem? Chyba nie, nie chcę się rozczarować.
PS. Imię po bohaterze książki Coelho? Słaby pomysł :-/
Bękart mi się podobał
Może byłam zbyt surowa w swojej recenzji, zawsze gdy książka w miarę mi się podoba, po przeczytaniu recenzji można odnieść wrażenie, że była beznadziejna, bo za mocno się skupiam na tym, co mi się nie podobało. Więc jeśli wpadnie Ci w ręce egzemplarz „Czarnego mleka”, to dja mu szansę 
No i zdrówka życzę!