Audioteka.pl, czyli mój pierwszy audiobook

Nie było mi łatwo sięgnąć po audiobooka, ale w końcu się złamałam. Dobrze spróbować czasem czegoś nowego!

Po długim przeglądaniu oferty audioteki, zdecydowałam się na „Sąsiada” Lisy Gardner. Wybierając lekturę, kierowałam się kilkoma kwestiami. Po pierwsze nie mogło to być nic ambitnego wymagającego dużego skupienia. Musiało jednak solidnie mnie zaciekawić, żebym nie zasnęła podczas słuchania. Jak się pewnie domyślacie, pomyślałam o kryminale. Następnie stwierdziłam , że bardzo istotnym jest, by głos lektora nie doprowadzał mnie do białej gorączki. Wiele jest bowiem w ofercie audioteki kuszących pozycji z tak lubianego przeze mnie gatunku, jednak lektor często przekreśla wszelkie szanse na mój pozytywny ich odbiór (vide Marian Opania w „Błękitnej krwi”).

„Sąsiad” to intrygujący kryminał, którego akcja rozgrywa się wokół zaginięcia Sandry – młodej żony i matki. Sandra dosłownie rozpływa się w powietrzu, ostatnie miejsce jej pobytu to własny dom. Poza mężem i córką Sandra nie utrzymywała z nikim bliskich kontaktów. Jednak mąż nie wydaje się zainteresowany pomocą w śledztwie, wręcz je utrudnia. Rodzina Jonesów skrywa wiele tajemnic, zarówno wspólnych – rodzinnych, jak i ukrywanych przed sobą wzajemnie sekretów. Na scenę wkraczają kolejne interesujące jednostki – tytułowy sąsiad, notowany przestępca seksualny.

Historia zniknięcia Sandry należy do tych mocno skomplikowanych. Książka trzyma w napięciu do ostatniego rozdziału. Samo zakończenie nieco mnie rozczarowało. Nie chodzi jednak o rozwikłanie zagadki, które do przewidywalnych nie należy, a o bohaterów, których inaczej oceniłam. Sądzę bowiem, że istnieją granice usprawiedliwienia zbrodni, jednak w tym przypadku je przekroczono.

Moje odczucia po pierwszym, sądzę, że nie ostatnim, słuchaniu książki, są raczej pozytywne. Z zalet audiobooka należy pamiętać o fakcie, że stymuluje inną część naszego mózgu niż samo czytanie. Warto rozwijać umysł na wszelkie możliwe sposoby, do czego chyba nie trzeba nikogo przekonywać. Słuchanie i skupienie się tylko na nim jest dla mnie wyzwaniem 😉 Idealne warunki mam podczas dojazdów do pracy, odcinam się od świata i zanurzam w świat bohaterów. Dodatkowym atutem są tu wolne ręce. Często zdarza mi się rano, że chętnie bym coś poczytała, ale jakoś z lenistwa nie mogę się przemóc, by wyciągnąć książkę z torebki. Audiobook sprawdza się w takich sytuacjach idealnie.

Wracając do „Sąsiada”, czyta go Marta Grzywacz. Przyznam, że jej interpretacja jest całkiem znośna, aczkolwiek bywa denerwująca z udawaniem dziecięcego głosiku. Rozumiem, że takie są wymogi czytania, ale zwyczajnie działa mi to na nerwy.

Jeśli szukacie audiobooka, polecam audiotekę. Cały czas poszerzają swoją ofertę. Można posłuchać darmowego rozdziału i sprawdzić, czy zdierżycie lektora 😉 Zamierzam nadal słuchać i już pobrałam moją kolejną ofiarę, tym razem nie kryminalną 🙂 Tak więc oczekujcie kolejnej recenzji!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Audiobooki, Przeczytane 2012. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

13 odpowiedzi na „Audioteka.pl, czyli mój pierwszy audiobook

  1. kasia.eire pisze:

    Uwielbiam słuchać wszędzie tam, gdzie sie nie da czytać i zawsze wtedy, kiedy się nie da – czyli sprzątając, podczas prowadzenia samochodu na dłuższe trasy. Sprawdza się bez pudła

  2. Ibasz pisze:

    Do audiobooków jakoś nie mogę się przekonać 🙁

  3. nenneke pisze:

    Spróbuj koniecznie, skoro nawet ja dałam radę 😉

  4. Julia pisze:

    Ja za to audiobooki bardzo cenię, zwłaszcza podczas podróży zatłoczonymi środkami komunikacji miejskiej, kiedy czytanie jest niemożliwe 🙂

  5. Książkozaur pisze:

    Na studiach próbowałam przesłuchać „Lalkę” i to była porażka – w ogóle nie mogłam się skupić. Ja jestem wzrokowcem, potrzebuję tekstu na papierze 🙂 Szkoda, bo choćby codzienne spacery z synkiem to już by było sporo czasu na słuchanie…

    • nenneke pisze:

      Myślałam dokładnie tak samo, zresztą to się nie zmieniło. Jednak w pewnych okolicznościach, np. tramwajowcyh odpowiedni audiobook się sprawdzi.

  6. Karina pisze:

    Sąsiada znam, ale z wersji papierowej 🙂

  7. juliard pisze:

    Do snu, kiedy oczy już zmęczone, jak znalazł!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *