Spadkobiercy – film i książka

Rzadko zdarza mi się najpierw obejrzeć film, a potem sięgnąć po książkę. W planach miałach dokładnie odwrotną kolejność, ale zadecydował przypadek. Mowa o głośnych „Spadkobiercach” Kaui Harta Hemmingsa.

Film, poza jednym, myślę dość istotnym wątkiem Sida, pozostaje niezwykle wiernym odzwierciedleniem książki. Główny bohater – Matt, po wypadku żony, musi przejąć dowodzenie w domu i zająć się córkami. Sytuacja rodzinna Kingów nie jest idealna: starsza córka Alex przebywa w szkole z internatem w ramach narkotykowego odwyku, młodsza Scottie na granicy dzieciństwa i dojrzewania, próbuje dorównać swojej rozrywkowej matce i siostrze. W tle rozgrywa się wielki przetarg ziemi, odziedziczonej przez Kingów. Okazuje się, że leżąca w śpiączce Joanie (w filmie Elizabeth) zdradzała męża. Przypadkiem nakryła ją starsza córka, co stało się źródłem ich konfliktu.

„Spadkobiercy” to obraz rodziny w obliczu nadchodzącej śmierci. Matt próbuje przygotować na to wydarzenie córki, jednak czy sam jest gotów na zmiany, które wiążą się z odejściem Joanie? Główny bohater usiłuje sprostać sytuacji i nie pozwolić, by duma zranionego mężczyzny przesłoniła mu obowiązki ojca. Te rozterki i wahania mąż/ojciec są świetnie przedstawione zarówno w książce, jak i w filmie – znakomita rola Clooney’a.

„Spadkobiercy” w obu odsłonach mają bardzo specyficzny, melancholijny klimat. Opowieść snuje się niespiesznie, wszystko ma swój czas i miejsce.

W książkowej wersji rozbawiły mnie nie raz teksty Scottie, czasem o gorzkim zabarwieniu, a mimo to śmieszne. W filmie mniej jest takich momentów, co wynagradzają jednak piękne krajobrazy.

Na koniec pozwolę sobie przytoczyć kilka fragmentów, które szczególnie mi się spodobały.

Genialny opis związku:

„Chyba nie odnosimy się do siebie zbyt dobrze. Nawet na początku naszej znajomości, traktowaliśmy się tak, jakbyśmy przechodzili kryzys siódmego roku małżeństwa. W dniu, w którym zapadła w śpiączkę, słyszałem, jak powiedziała do swojej przyjaciółki Shelley, że jestem beznadziejny, że wieszam swoje skarpetki na wszystkich klamkach w domu. Na ślubach przewracamy oczami od całej tej miłości, która rozkwita wokół nas, od tych przysiąg, o których wiemy, że szybko zmienią się w obietnice innego rodzaju: ślubuję, że nie będę cię całować, gdy chcesz poczytać. Będę cię znosić w chorobie i zaniedbywać w zdrowiu. Obiecuję, że pozwolę oglądać ci te głupie programy o celebrytach, skoro jesteś tak rozczarowana swoim własnym życiem.”

„Wygląda na permanentnie zaskoczonego życiem.” – możliwe, że ja też tak wyglądam, szczególnie w pracy 😉

I jeszcze charakterystyka pewnej pani. W dobie kultu ciała, szkoda, że nie ducha,czy umysłu, takie „egzemplarze” będą niedługo ewenementami:

„Ma mocno brązową twarz. Pali papierosy, nie używa kremów z filtrem ani nie ćwiczy, przez co jest na swój sposób poważana w naszym kręgu.”

Podsumowując, warto „Spadkobierców”  zarówno przeczytać, jak i obejrzeć. Polecałabym też dokładnie taką kolejność!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Przeczytane 2012. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Spadkobiercy – film i książka

  1. Ibasz pisze:

    Spodobał mi się szczególnie fragment dotyczący ćwiczeń hah 😀

  2. Książkozaur pisze:

    Ja chyba jednak tylko obejrzę w ramach oszczędności czasu… Bardzo jestem ciekawa jednego i drugiego, ale skoro film jest dobry i wierny, to pójdę tym razem na łatwiznę.

  3. Ania pisze:

    Film już obejrzałam, bo mam słabość do Clooney’a 🙂 Teraz muszę zabrać się za książkę, choć nie również nie lubię tej kolejności…

  4. Ola pisze:

    Książki nie czytałam, ale film trochę mnie nudził ;/

  5. Hanini pisze:

    Na pewno zacznę od książki, bo odwrotna kolejność zawsze mnie zawodzi 🙂

  6. Aga pisze:

    Mój ulubiony film!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *