Pewnego dnia…

Najnowsza książka Emily Giffin to gorzkie rozczarowanie. Po lekturze nie dziwię się już, skąd tak szeroko zakrojona akcja reklamowa…. Im większy gniot, tym więcej PR-u potrzebuje!

Trzydziestosześcioletnia Marianne Caldwell, producentka telewizyjna odnosząca zawodowe sukcesy, mieszka w wygodnym apartamencie na Manhattanie. Pewnego dnia do jej drzwi puka osiemnastoletnia Kirby. Jedno spojrzenie wystarcza i Marianne wie, że odnalazła ją córka, oddana przed laty do adopcji. Odżywa przeszłość, która wydawała się dawno zamknięta, powracają wspomnienia o młodzieńczej namiętności. Czy Marianne i Kirby zbliżą się do siebie? Czy zrozumieją, czego chcą? Czy odważą się pójść za głosem serca?

 

Dzieła pani Giffin to rodzaj tzw. chick-lit, nie można więc mieć zbyt wysokich oczekiwań. Jednak w przypadku „Pewnego dnia” autorka zaserwowowała czytelnikom przesłodzoną do bólu, marną opowieść.

Adopcja to temat trudny, szczególnie dla bezpośrednio zaangażowanych. Historia przedstawiona przez Giffin nie ma w sobie za grosz autentyczności. Wręcz przeciwnie jest iście hollywodzka. Marianne przez osiemnaście lat nie myślała o oddanej córce, nagle zalewa ją fala matczynych uczuć. Sieć utkanych przez nią kłamstw zahacza o mechanizm wyparcia. Wszystko oczywiście można wyjaśnić, żaden z bohaterów nie ma pretensji, nie czuje się oszukany. Kochają i rozumieją Marianne, współczują. Nie ma osądzania, oceniania. Czysta fikcja.

Jest też zupełnie niewiarygodna Kirby. Przyznam, że już samo jej imię, a później bohaterka, działało mi na nerwy. Ona także nie ma pretensji do biologicznej matki. Podziwia Marianne i szuka jej aprobaty.

„Pewnego dnia” może być dobrą alternatywą dla naiwnych nastolatek. Pokazuje na pozór szczęśliwe życie w metropolii, odkrywając jego pustkę i miałkość (ten okropny Nowy Jork!). Wychwala rodzinne wartości. Pokazuje, że najwięksi buntownicy wyrastają na wspaniałych ludzi, nawet jeśli nie pójdą na studia, choć jednak sami rekomendują edukację. Same schematy, dorośli ludzie się raczej na nie nie łapią.

„Pewnego dnia” to słaba, naładowana stereotypami książka. Giffin zmarnowała ciekawy temat na rzecz hoolywodzkiej bajki.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Przeczytane 2012. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

20 odpowiedzi na „Pewnego dnia…

  1. Paula pisze:

    Ja wyleczyłam się z tej autorki na dobre po przeczytaniu chyba pierwszej wydanej w Polsce książki, którą napisała „Coś pożyczonego”! Teraz przyznaję, że ten szeroko zakrojony PR zaczął na mnie działać, i choć do tej pory omijałam szerokim łukiem jej nowe ‘dzieła’ to nad tą książką zaczęłam się zastanawiać. Wyleczyłaś mnie skutecznie z tego typu rozmyślań!:)

    • nenneke pisze:

      Mnie ta książka też bardzo kusiła, na szczęście pożyczyłam od koleżanki, bo była by to zmarnowana inwestycja :-) A „Coś pożycoznego” to się muszę przyznać, że połknęłam jak ryba haczyk;)

  2. Ibasz pisze:

    Wielka szkoda! zapowiadało się ciekawie…

  3. Książkozaur pisze:

    Jeśli to któraś już książka tej autorki, po którą sięgnęłaś, to bez wahania polecam Ci Evansa, który moim zdaniem jest 100 razy lepszy. Ja przeczytałam tylko „Coś pożyczonego” i nigdy więcej ;)

  4. Magda pisze:

    A ja jeszcze nic tej autorki nie czytała. Chyba jestem zacofana ;-) …. Jeśli zaś chodzi o literaturę baaaardzo lekką i przesłodzoną to ostatnio czytałam Poczekajkę Katarzyny Michalak i o dziwo mam ochotę na jakąś inną książkę tej autorki, ale może tego potrzebuje w tej chwili mój mózg (czyli oderwania od rzeczywistości bo chyba zaczynam łapać doła). A może ty byś mi poleciła jakąś lekką książkę przy której można się pośmiać :-)

  5. Majana pisze:

    Nie czytałam jeszcze żadnej z książek tej autorki. Tej już na pewno nie kupię ;) .
    Oglądałam zaś film na podstawie jednej z książek , bodajże to było „Coś pożyczonego” a film „Pożyczony narzeczony” http://www.filmweb.pl/film/Po%C5%BCyczony+narzeczony-2011-558565 , podobał mi się i nabrałam ochoty na przeczytanie też książki. :)

    A teraz koleżanka pożyczyła mi „50 twarzy Greya” , więc czytam ją. :)

  6. Dona pisze:

    Czytałam wcześniej kilka książek Giffin i mi się podobały. Nie wiem dlaczego miałabym się tego wstydzić, lektura powinna nam sprawiać przyjemność ! :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*


2 + siedem =

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>