dziunia

Bardzo dobra tragikomedia, przesiąknięta polskością do bólu. Jeśli jeszcze nie słyszeliście o „dziuni”, czas to zmienić!

Jakbyś się czuła, gdybyś była dzieckiem nastoletnich rodziców, którzy, nieuświadomieni i beztroscy, spłodzili cię przez przypadek (wstyd i hańba)? I gdyby nikt, albo prawie nikt, cię nie potrzebował ani nie kochał? I czy zły dotyk bolałby cię przez całe życie? (Przecież to tylko dotyk, wielkie rzeczy.)

Nie jest łatwo być Dziunią, akceptowaną tylko przez dziadków od strony matki, niekochaną przez rodziców, znienawidzoną przez Dziadostwo Pułkownikostwo. Ach, przepraszam, bardzo kocha ją stary profesor, za przyzwoleniem żony organizujący ciche schadzki w piwnicy. Dotknąć trzynastoletniego ciała to przecież nie grzech….

 

Tytułowa Dziunia to kupka nieszczęścia. Trzeba jednak przyznać, że dzielna niezwykle i na swój sposób inteligentna. Pomimo wielu, jeśli nie samych, przeciwności losu, niczym Hydra lernejska podnosi głowę i walczy dalej. Budzi współczucie i podziw jednocześnie. Nieustannie zaskakuje naiwnością, wiarą w powodzenie życiowych planów, a także pokornym przyjmowaniem nadchodzących co chwila katastrof.

Dziunia to człowiek odarty z godności, niekochany, samotny. Wystarczy jej tak niewiele, by poczuć się szczęśliwą. Jej dramat porusza, choć przyznać trzeba, że dzięki świetnej narracji autorki momentami śmieszy do łez. I nie są to łzy radości, bardziej rozrzewnienia.

Nowakowska pięknie bawi się językiem, igra z nim. Książka „smakuje”. Niewielu autorów posiada ten dar.

Polskość w „dziuni” przeraża. Jest, niestety, stuprocentowo prawdziwa. Choć upłynęło kilkanaście lat od opisanych wydarzeń, mam wrażenie, że mentalność większości Polaków nie uległa zmianie. Obraz polskiej rodziny również nie prezentuje się najlepiej. Zawiedzione marzenia, niezrealizowan plany, wzajemne obwinianie. Nieumiejętność kochania, tworzenia więzów. Życie na pokaz.

„Dziunia” smuci i uwiera. Z tej polskiej krainy chce się uciec z krzykiem. Niestety, często również po odłożeniu książki i konfrontacji z rzeczywistością…

Polecam gorąco dziuniową lekturę, naprawdę warto.

„Można postawić na to sto złotych i nie stracić, bo Dziunia przez całe życie pchała się w sytuacje, w których mogła zginąć szybko lub powoli.
Jej ulubionymi sposobami popełniania samobójstwa staną się:
Piłowanie gałęzi, na której siedzi.
Gryzienie ręki, która ją karmi.
Wyskakiwanie przed szereg.
Pływanie pod prąd.
Kopanie się z koniem.
Kopanie dołków pod samą sobą.
Pchanie się w bagno.
Plucie pod wiatr.
Walenie głową w mur.
Inne, w tym dużo mniej eleganckie.”
(str.90)
 
„Zupełnie nie wiem, jak będzie z tą naszą przyjaźnią. Czy można normalnie przyjaźnić się z kimś, kto jest nieszczęśliwy? Kiedyś sama Dziunia powiedziała, że nieszczęśliwość jest zaraźliwa i wariactwo jest zaraźliwe. Nie wiem jak, ale ona mówiła, że przenoszą się drogą kropelkową.  Jak grypa. Że są w powietrzu zalążki nieszczęśliwości i jeśli trafią na podatny grunt, to się osiedlają i przędą.” (str. 382)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Przeczytane 2013 i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „dziunia

  1. Jagusia pisze:

    Zapowiada się super 🙂

  2. dzieckowojny pisze:

    Zaintrygowałaś mnie. Nie wiem czy w najbliższym czasie do niej sięgnę, gdyż dosyć trudna tematyka, ale myślę iż zajrzę.

  3. eewa_rub pisze:

    Kolejna pozytywna recenzja tej ksiażki, muszę w końcu przeczytać. Tym bardziej, że kibicuję polskim autorkom.

  4. iwona pisze:

    Kupiłam i …. przepadałam! Dawno nie czytałam tak dobrej polskiej książki, szacun dla autorki.

  5. J. pisze:

    Brzmi ciekawie. Nie jest to typ książki, który zwykle czytam, ale może się skuszę.

  6. Pingback: Podsumowanie 2013 | Rzecz o książkach

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *