Rodzina Casteel

Kiedy zobaczyłam zapowiedź tej książki, wiedziałam, że nie dam rady się oprzeć i przeczytam. Cóż z tego, że pani Andrews to pomieszanie grafomanki z pisarzem wyrobnikiem, jeśli od jej książek, nawet najbardziej absurdalnych, nie można się oderwać! „Rodzinę Casteel” (544 strony!) pochłonęłam w jedno popołudnie.

Ze wszystkich mieszkańców niegościnnych dzikich wzgórz rodzina Casteel jest najbiedniejsza i najbardziej pogardzana. Czternastoletnia Heaven Leigh Casteel różni się od swoich bliskich, choć tak jak oni chodzi w łachmanach, głoduje i żyje w brudzie. Jakimś cudem ta bystra, ładna dziewczyna, terroryzowana przez okrutnego ojca i zmuszana do bezustannej harówki przez macochę, potrafi zachować marzenia i nadzieję na poprawę losu. Chce lepszej przyszłości nie tylko dla siebie, lecz także dla swojego brata Toma i młodszego rodzeństwa. Nie traci wiary, że kiedyś pokażą światu, jak bardzo są wartościowi i utalentowani, dowiodą, że zasługują na miłość i szczęście. Jednak pewnego dnia macocha, która nie może już dłużej znieść koszmarnego życia na wzgórzach, ucieka. A chciwy ojciec wymyśla szatański plan, który może pogrzebać na zawsze marzenia Heaven i pozostałych dzieci…

Rodzina Casteel żyje w ogromnej biedzie. To staje się przyczyną ich społecznej izolacji. Sąsiedzi nie pomyślą nawet, by im pomóc. Nikt nie lituje się nad głodnymi dziećmi, a tym bardziej nastolatkami. Jedyną ostoją bohaterów jest nauczycielka, która nie tylko pomaga im dając jedzenie, ale przede wszystkim zaszczepia w nich miłość do książek i nauki.

Ubóstwo Casteelów przeraża. Gdy dzieci zostają całkiem same, bez żadnej opieki, ich sytuacja się pogarsza. By przetrwać, muszą uciec się do kradzieży. Duma głównej bohaterki nie pozwala jej na poproszenie o pomoc. W konsekwencji dochodzi do rozpadu rodziny i trudno określić, czy honor Heaven nie uratował jednak życia jej rodzeństwa.

Ojciec Casteel po kolei sprzedaje swoje dzieci. Nie sposób ocenić, czy robi to z wyrachowania, czy też chcąc zapewnić im lepszy start w życiu. Bardziej skłaniam się ku pierwszej wersji. Scenariusz losów tej rodziny jest naprawdę potworny.

Powieść napisana jest bardzo plastycznym językiem i z wielką wiarygodnością. Andrews doskonale obrazuje niewyobrażalne ubóstwo. Po lekturze śniły mi się koszmary związane z książką, a rzadko coś wstrząsa mną w ten sposób.

Mam nadzieję, że kolejne części sagi ukażą się niebawem. Seria o rodzinie Casteel liczy sobie pięć tomów. Dwie pierwsze książki ukazały się przed śmiercią autorki, trzecia została rozpoczęta przez Andrews, dokończona przez Neidermana. Dwa ostatnie tomy „zainspirowała” Andrews, napisał Neiderman, więc nieco obawiam się o ich spójność.

Autorka bazuje na podstawowych odruchach normalnego człowieka. Kto zgadza się i popiera cierpienia dzieci? Swoim „pasożytowaniem” na emocjach przypomina mi Jodi Picoult, za którą nie przepadam. Każdy ma jednak swoje ‚guilty pleasures’ i pani Andrews zalicza się do moich.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Przeczytane 2013 i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „Rodzina Casteel

  1. zoska pisze:

    kusi mnie ta ksiazka, ale z nadzieja czekam na mikolaja :->

  2. Asia pisze:

    Już zamówiłam 🙂

  3. Marta pisze:

    Ostatnio czasu coraz mniej, ale w przerwie między Świętami na pewno przeczytam 🙂

  4. fabianka pisze:

    ja czytałam. jest super, choć osobiście wolę sagę zaczynającą się od kwaitów na poddaszu

  5. monia pisze:

    niech nikt się nie zastanawia tylko czyta. wciąga strasznie , polecam gorąco i już czekam na część drugą mroczny anioł…

  6. Pingback: Majówka! | Rzecz o książkach

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *