Położna

Codziennie pracuję z położnymi, więc kiedy wydawnictwo Otwarte zaproponowało mi zrecenzowanie książki „Położna” autorstwa Jeanette Kalyty, zgodziłam się bez wahania. Oficjalna premiera książki 15 stycznia 2014 roku.

„Położna. 3550 cudów narodzin” to autobiograficzna opowieść Jeannette Kalyty, najbardziej znanej polskiej położnej. Wzruszająca, momentami zabawna, głęboko prawdziwa historia jej życia i pracy. Niezwykły dokument cudu narodzin dziecka i mocny głos w społecznej dyskusji na temat podmiotowości kobiety w czasie porodu. Historie par i matek rodzących pod opieką Jeannette Kalyty wywołują żywe emocje i skłaniają do refleksji. To książka i dla rodziców, i tych, którzy chcą nimi zostać.

 

Moje pierwsze odczucie – książka jest strasznie przesłodzona, wręcz cukierkowa. Napisana w formie wspomnień, które urosły do rangi mistycznych wyznań.

Z lekarskiego punktu widzenia poraziło mnie kilka fragmentów, m.in. powtarzające się mówienie o drugim okresie porodu przy rozwarciu 7 cm! O innych ciekawostkach typu rak węzłów chłonnych nie wspominam. Rozumiem, że może w ten sposób wyrażać się laik, ale „najsłynniejsza polska położna”?

Główną bohaterką książki jest oczywiście autorka, ukazująca się w pięknych barwach, jako najwspanialszą, jedyną słuszną. Byłam mocno zdziwiona, gdy pisała o porodach domowych, które odbierała mając 2-letnie doświadczenie w pracy położnej! Na podstawie lektury odniosłam wrażenie, że pani Kalyta cechuje się wielką pewnością siebie. Sama pracuję kilka lat w zawodzie i wiem, jak ważna jest pokora. Każdy poród jest inny i wszystko się może zdarzyć. W kilka sekund poród z fizjologicznego przeistacza się w ciężką patologię. Zdumiało więc mnie podejście autorki do tematu.

Kalyta pisze w bardzo przystępny sposób i strony szybko uciekają. Myślę, że ta książka może być pokrzepiającą lekturą dla kobiet spodziewających się dziecka. Warto jednak pamiętać, że pani Kalyta za swoje opisane usługi pobiera spore honoraria. Osobiście najbardziej podziwiam położne, które nie dość, że są świetne w swoich fachu, to traktują dobrze i po ludzku wszystkie rodzące, nie tylko swoje opłacone pacjentki.

Niektóre historie opisane w książce jednocześnie mnie śmieszą i bulwersują. Śmieszą, bo z naukowego punktu widzenia to brednie. Bulwersują, bo wiem, że są kobiety, które w te „fakty” uwierzą. Przykład pierwszy – autorka opowiada, jak uratowała życie dziecku, które urodziło się bez napięcia mięśniowego, bez pierwszego krzyku, przekazując mu swoją energię życiową… Długo dochodziła po tym do siebie korzystając z usług przyjaciółki, bioenergoterapeutki. Doprawdy wspaniała historia. Innym razem, Jeannette -niestrudzona bohaterka uratowała kobietę przed cięciem cesarskim, przemawiając do jej dziecka, by zmieniło położenie z miednicowego na podłużne główkowe. Gratuluję takich niesamowitych zdolności 😉

Podsumowując, książka „Położna” to zapewne genialne posunięcie marketingowe. Moim zdaniem wypacza obraz rzeczywistości, z którą stykają się na co dzień pacjentki. Poród to niesamowite, niepowtarzalne doświadczenie. To nie tylko rozkoszne kąpiele w wannie, ale też strach, ból, pot i łzy. Warto o tym pamiętać.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Przeczytane 2013 i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

13 odpowiedzi na „Położna

  1. Marta pisze:

    Brak słów… tej książki nie przeczytam na pewno 😉 wystarczyły mi wizyty w szkole rodzenia u równie uduchowionej położnej, która poród opisywała jako bajkę (jeśli będzie źle to tylko przez nastawienie rodzącej, bo ból jest przecież taki sam jak przy miesiączce…) 😉

  2. dzieckowojny pisze:

    Może być zabawnie przy czytaniu. Pewnie kiedyś książka sama trafi w moje ręce.

  3. anna_l pisze:

    Polozne z mojego porodu wspominam koszmarnie! Przy kolejnym dziecki, po oplaceniu, pani byla tak mila az wnerwiajaca…

  4. zaczytana2 (Magda) pisze:

    Teraz na pewno jej nie przeczytam a po powyższym komentarzu to aż się boję 😉 sierpnia…

  5. Sylwuch pisze:

    Szkoda, że taki interesujący i ważny temat został przedstawiony bardzo nieprofesjonalnie. I to jeszcze przez kobietę, która „siedzi” w tym od lat… Wstyd.

  6. Majana pisze:

    Rzetelna opinia od osoby, która się zna na tym fachu.
    Ja po tę książkę nie sięgnę, bo nie czuję potrzeby, ale faktycznie warto przeczytać Twoją opinię zanim uwierzy się we wszystko, co napisane w niniejszej lekturze.
    Coś mi się wydaje, że ta książka to niezły chwyt marketingowy, a do tego… wiesz – teraz prawie wszyscy piszą książki i są specjalistami od gotowania … 😉
    Pozdrowionka 🙂
    Majana

    • nenneke pisze:

      Chwyt marketingowy na pewno genialny 😉
      W Polsce wszyscy są specjalistami od wszystkiego. Kobiety przychodzą do lekarza i wiedzą lepiej (dr Google). Szkoda, że nie stosują tej metody np. u mechanika, czy innego fachowca….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *