Zabójcy bażantów

Pierwsza książka Jussi Adler Olsena- „Kobieta w klatce” całkiem mi się podobała. Jednak nie na tyle, bym czekała z zapartym tchem na kolejną część przygód kryminalnych Carla Mørcka. I tutaj wielkie zaskoczenie – tom drugi, czyli „Zabójcy bażantów” porwał mnie bez reszty. Teraz liczę na szybkie pojawienie się kolejnej książki o Departamencie Q!

Departament Q to specjalna jednostka policji w Kopenhadze, utworzona z przyczyn politycznych; jej zadaniem jest rozwiązywanie spraw szczególnej wagi, które zostały zamknięte z braku poszlak. Pierwsze śledztwo, opisane w powieści Kobieta w klatce, zakończyło się sukcesem. Drugi tom serii o Departamencie Q, Zabójcy bażantów, bierze pod lupę zbrodnie i okrucieństwa popełniane przez członków elit społecznych. Do rozwiązania jest sprawa stara i  pozornie zamknięta – winny brutalnego zabójstwa nastoletniego rodzeństwa sprzed 20 lat przed paroma laty sam przyznał się do winy i trafił za kratki. Ktoś jednak ciągle podrzuca na biurko szefa Departamentu Q, Carla Mørcka, dowody świadczące o zatuszowaniu udziału w zbrodni dzieci prominentów. Gdy Carl postanawia odważnie ujawnić prawdę, nie tylko zostaje zawieszony w pracy, ale też ktoś zaczyna mu grozić. Poza rozwiązaniem sprawy, będzie musiał stawić czoła mafijnym strukturom w polityce i policji.

Opis okładkowy nie zachęca specjalnie do lektury. Nie lubię mieszania polityki ze zbrodnią. Między innymi dlatego tak długo zwlekałam z zakupem „Zabójców bażantów”. Kiedy jednak znalazłam ten tytuł za 10zł w taniej książce (viva Warszawa!), nie wahałam się ani chwili 🙂

Czym tak zachwycił mnie autor? Przede wszystkim poczuciem humoru! Podczas lektury śmiałam się głośno nie raz.

Po drugie, lubię zarówno w książkach, jak i serialach, obecny gdzieś w tle problem. Niekoniecznie przewodni, ale stale powracający – odbiorca zbiera fakty i czeka. Napięcie narasta, pojedyncze sprawy są rozwiązywane, jednak wiadomo, że ciągle czeka nas grand finale. Adler Olsen ten ceniony przeze mnie zabieg stosuje – za Carlem Morckiem wlecze się niewyjaśniony wypadek, w którym zginął jeden z jego przyjaciół, a drugi został kaleką.

Podoba mi się bardzo postać asystenta Morcka – Assada. Jego lapsusy językowe są przekomiczne. Myślę, że autor w bardzo skuteczny sposób oswaja nas z innymi kulturami właśnie poprzez tego bohatera. Początkowo odmienność rodzi wrogość, ale jak pokazuje Olsen na przykładzie relacji Morck-Assad, należy dostrzec w „obcym” człowieka.

Zagadka kryminalna w „Zabójcach bażantów” jest niby oczywista, aczkolwiek z wieloma zmiennymi. Doskonale poprowadzona fabuła, między innymi dzięki zabiegowi użycia dwóch równoległych narracji nie pozwala oderwać się od lektury. Nawet kiedy wszystko staje się jasne, przeczuwa się, że poza rozwiązaniem sprawy musi być coś więcej. Nie liczcie jednak, że dowiecie się o tym ode mnie 😉

„Zabójcy bażantów” to doskonała książka dla wymagającego czytelnika. Polecam serdecznie!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Przeczytane 2014 i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Zabójcy bażantów

  1. zaczytana2 (Magda) pisze:

    Kurcze nie słyszałam o tym autorze… A po tym jak polubiłam bohaterów sago o Fjällbace i przekonałam się do skandynawskich kryminałów (trochę zniechęciły mnie trylogia Millennium i książki Jo Nesbo) będę musiała się za nim rozejrzeć za jego książkami. Po twoim opisie postaram się nie zniechęcać do pierwszego tomu :).

    • nenneke pisze:

      Chyba jesteśmy jedynymi osobami na świecie, które nie lubią Nesbo 😉
      Trylogię Millenium za to uwielbiam! Jestem w szoku, że Ty nie, dlaczego???
      A odnośnie sagi o Fjallbace coś długo nie ma kolejnego tomu!
      Olsena polecam, szczególnie „Zabójców bażantów”. „Kobieta w klatce” do przeczytania, ale bez fajerwerków.

      • zaczytana2 (Magda) pisze:

        Męczyłam się straszebnie czytając pierwszy tom Millennium, pierwsze 200-300 stron było dla mnie torturą. a potem miałam wrażenie że nic nie robią tylko piją kawę. Gdyby nie Salander (jedyna postać dla której przebrnęłam przez resztę) to nie skończyłabym nawet pierwszego tomu. Co do zapijaczonego bohatera Nesbo to też zastanawiam się dlaczego tyle osób uwielbia o nim czytać.
        PS Ja przez ostatni tydzień (w ciągu 3 miesięcy mój 3 tydzień w domu z powodu choroby 🙁 najpierw w styczniu i lutym z ciężkim sercem brałam antybiotyki (z uwagi na maleństwo) z powodu zapalenia oskrzeli a teraz jakaś jelitówka się przyplątałą 🙁 ) siedziałam w domu i przyznam się bez bicia że nie przeczytałam nawet strony książki :(. Jak miałam siłę to robiłam nowy drugi biały kocyk (już kończę) i słuchałam audiobooków. Przyznam się że lubię programy Cejrowskiego ale już jego książki nie przypadły mi do gustu), to samo tyczy się Hołowni i Prokopa i ich książki.

  2. Marta pisze:

    Kolejna pozycja do przeczytania! tylko czasu coraz mniej… 😉

  3. pasztetowa pisze:

    Coś w sam raz na weekend, najlepiej gdybym znalazła z bibliotece:) U mnie szaro jak w listopadzie….Plan na weekend książka, kocyk i kakao:)

Odpowiedz na „nennekeAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *