Dom służących

„Dom służących” urzekł mnie swoją okładką, a także obwolutowym opisem zwiastującym podobieństwa książki do „Służących” Kathryn Stockett. W ten sposób po raz kolejny uległam marketingowym sztuczkom i zakupiłam literacki debiut autorstwa Kathleen Grissom.

Siedmioletnia Lavinia zostaje osierocona na pokładzie statku płynącego z Irlandii. Na plantacji tytoniu, do której zostaje zabrana i gdzie ma pracować, trafia do domu niewolników. Będąc pod opieką Belle, nieślubnej córki właściciela, Lavinia zżywa się ze swoją przybraną rodziną, chociaż dzieli ich kolor skóry. 
W końcu właściciele plantacji przygarniają Lavinię do swojego domu, gdzie pan jest wciąż nieobecny, a pani zmaga się z uzależnieniem od opium. Lavinia jest rozdarta pomiędzy dwoma domami. Kiedy zostaje zmuszona do dokonania wyboru, jej lojalność zostaje podważona, tajemnice zostają wyciągnięte na światło dzienne, a ludzkie życie znajduje się w niebezpieczeństwie.

„Dom służących” nie należy do powieści z wymyślną i „egzotyczną” fabułą. Podczas lektury prawie każdy wątek wydawał mi się znajomy. Co kilka stron nachodziła mnie myśl „o, to już gdzieś było”. Niestety, nie udało mi się stwierdzić, gdzie konkretnie 😉

Książka Grissom, pozornie błaha, porusza bardzo istotny problem podziałów rasowych oraz niewolnictwa.  Opisane sytuacje, będące normą u schyłku XVIII wieku, napawają mnie przerażeniem. Autorka doskonale pokazała na przykładzie 7-letniej Lavinii, iż dla dziecka kolor skóry nie ma znaczenia. Dziecko traktuje wszystkich ludzi jako równych sobie. Dopiero socjalizacja doprowadza do nabywania uprzedzeń i schematycznego myślenia.

Główna bohaterka Lavinia żyje na skraju dwóch światów – czarnoskórych służących i białych właścicieli posiadłości. Interesująco, choć stereotypowo, przedstawiono modele rodzin: biedna, lecz pełna miłości niewolnicza rodzina kontra rozpadająca się, nieszczęśliwa biała familia. Lavinia, podobnie jak i jej opiekunka Belle szukają akceptacji u obu stron, co jak łatwo się domyślić nie prowadzi do happy endu.

Kluczem tej opowieści jest brak międzyludzkiej komunikacji i chęci porozumienia. Tajemnice dużej wagi oraz zwykłe codzienne niedomówienia prowadzą do wielkich dramatów. Kolejne niewyjaśnione wydarzenia napędzają dalsze tragedie.

Na podstawie losów Lavinii można prześledzić, jak łatwo adaptujemy zachowania otoczenia. Dotyczy to nawet postaw, które potępiamy. W sytuacjach kryzysowych opieramy się na znanych schematach.

Grissom wpadła na pomysł napisania książki, kiedy z mężem odnawiali starą plantację w Wirginii. Podczas poszukiwań informacji o budynku, natrafiła na starą mapę, na której oznaczono ‚Negro Hill’ (w wolnym tłumaczeniu Wzgórze Czarnuchów). Zainteresowała ją ta wzmianka i tak w dużym skrócie powstały losy Lavinii i jej przyjaciół. Więcej informacji znajdziecie na stronie Kathleen Grissom.

„Dom służących” pokazuje smutną prawdę czasów końca XVIII wieku. Wiele można tej powieści zarzucić, jednakże pozostaje w pamięci. Historia naszkicowana piórem autorki jest barwna, żywa i poruszająca. Doskonały materiał na piękny film. Nie trzeba jednak czekać na ekranizację – lektura „Domu służących” zapewnia niepowtarzalny seans, ograniczony tylko przez wyobraźnię czytelnika!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Przeczytane 2014 i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „Dom służących

  1. pasztetowa pisze:

    aaaaaaaaa, super ksiazka! nie wiem jak ja przegapilam.

  2. zaczytana2 (Magda) pisze:

    Okładka rzeczywiście zwraca uwagę :-). Sama bym się na nią skusiłam dla samej tylko okładki hihihi

  3. O. A mnie „Służące” okropnie rozczarowały. Pamiętam, że zakończenie było bardzo nijakie.
    Okładka rzeczywiście ciekawa.

  4. Majana pisze:

    A ja skończyłam dziś „Pancerne serce” – kolejną część Nesbo z cyklu z Harrym Hole i jak zawsze jestem zachwycona! Książkę czyta się jednym tchem, a Harry jest ostatnio moim ulubionym książkowym bohaterem. Po świętach lecę kupić kolejną- „Upiory”. Nie mogę się doczekać.

    Wciągnęłam się też w serial BBC „Sherlock” – super jest! I oglądałam tez pierwszy sezon duńskiego serialu „Forbrydelsen” – super, kryminalny, polecam, jeśli jeszcze nie widziałaś. Pierwszy sezon składa się z 20 odcinków traktujących o jednej zbrodni, a mnie mordercę udało się wytypować w 2 odcinku. Dobra jestem :D.

    Milego świętowania Wielkanocnego 🙂
    Pozdrawiam
    Majana

    • nenneke pisze:

      Sherlock to klasyk, oczywiście, że oglądam! Polecam też wersję amerykańską – Elementary.
      Forbrydelsen nie znam, sprawdzę, dzięki za polecenie 🙂

      Do Harry’ego muszę kiedyś zrobić drugie podejście, ale mam tyle super nowości i nie tylko w kolejce, że doprawdy nie wiem kiedy 🙂

  5. Marta pisze:

    Okładka rzeczywiście bardzo interesująca i rownież dałam się skusić 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *