Little bee

Po obwolutowym tajemniczym opisie (poniżej), byłam bardzo ciekawa tej książki. Przeczytałam ‚Little bee’ (w Polsce ukazała się jako „Między nami”) i mam mieszane uczucia …

 Nie napiszemy, o czym jest ta książka. To naprawdę wyjątkowa opowieść.
Możemy zdradzić tylko, że:
– jest niezwykle zabawna, ale to, co dzieje się na afrykańskiej plaży przeraża;
– tam zaczyna się cała historia, ale nie książka;
– najważniejsze jest to, co dzieje się potem.
Gdy przeczytacie tę książkę, będziecie chcieli polecić ją znajomym. Prosimy jednak, nie mówcie, co się wydarzy, żeby nie zepsuć im przyjemności odkrywania, jak rozwija się ta opowieść.

Muszę przyznać, że książka podejmuje w niekonwencjonalny sposób ważne tematy, od których na co dzień raczej uciekamy. Wolimy nie myśleć o biedzie, czy wojnie w Afryce. Myślę, że właśnie dlatego ‚Little bee’ silnie zakorzeniła się w mojej świadomości.

Aby móc, choćby bardzo pobieżnie napisać o książce, muszę niestety przybliżyć Wam co nieco z jej treści. Głównymi bohaterkami są kompletnie odmienne kobiety. Pierwsza to tytułowa Little bee, jeszcze nastolatka, pochodząca z Nigerii. Szuka azylu w Wielkiej Brytanii. Druga to dojrzała kobieta, redaktorka modnego magazynu dla kobiet, matka i żona. Ich pierwsze spotkanie ma miejsce w Nigerii i kończy się dramatycznie. Po kilku latach, Little bee odnajduje Sarę i ich wspólna historia toczy się dalej.

Narracja prowadzona jest dwutorowo. Nie będę ukrywać, że akcji w tej książce raczej niewiele. Obie kobiety baaardzo wolno przedstawiają swoje relacje wydarzeń, czytelnik ciągle oczekuje na punkt zwrotny, czy też przyspieszenie akcji, ale niestety do żadnej kulminacji nie dochodzi.

Nie chcę Wam zdradzać, o co dokładnie w tej książce chodzi. W związku z tym faktem, trudno o szczegółową recenzję. Po przeczytaniu jakoś niekoniecznie chciałam podzielić się wrażeniami z całym światem, pomimo obietnic na okładce 😉 W dużym skrócie: autor uderzył w zbyt podniosły ton, zastosował zbyt dużo dosłowności, a za mało realizmu. Relacje bohaterów wydają mi się wyjątkowo płaskie, nieprawdziwe. Brakuje mi w tym zero-jedynkowym świecie zwykłej szarości. Myślę, że ‚Little bee’ dobrze nadałaby się na szkolną lekturę – to taka książka z ewidentnym morałem. Aczkolwiek, jak wspominałam wcześniej, zostaje w głowie czytelnika i zmusza do zadania sobie wielu niewygodnych pytań.

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Przeczytane 2014 i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Little bee

  1. J. pisze:

    Gdzieś już o tej książce słyszałam… Chyba jakiś booktuber polecał (?).

  2. Sylwuch pisze:

    Ależ zaintrygowałaś… 🙂

  3. agussiek pisze:

    Jestem tej książki bardzo ciekawa. Mam ją na półce i może uda mi się przeczytać ją jesienią. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *