Ostatni dzień lata

Zaczęło się od filmu, a skończyło na książce, czyli klasyka w moim wydaniu 🙂 Bardzo chciałam obejrzeć ‚Labor day’ z Kate Winslet, ale najpierw książka oczywiście, a na film nie starcza już czasu. Czytałam „Ostatni dzień lata” na raty, ogólnie długo jak na 290- stronnicową, mało wymagającą lekturę dla pań.

Miasteczko Holton Mills w amerykańskim stanie New Hampshire. Nadchodzi koniec lata i wakacji. Zbliża się upalny długi weekend z okazji Święta Pracy. 13-letni samotnik Henry spędza czas głównie na oglądaniu telewizji, czytaniu i fantazjach. Jego jedynym towarzystwem jest rozedrgana emocjonalnie, od lat rozwiedziona z jego ojcem matka. Nagle we czwartek przed świątecznym weekendem, podczas banalnej wizyty w supermarkecie, wszystko zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni: pewien tajemniczy ranny mężczyzna prosi Henry’ego o udzielenie mu pomocy. Pięć kolejnych dni będzie w życiu Henry’ego największą lekcją, jaką może dać życie; chłopiec pozna dojmujący ból zazdrości i konsekwencje zdrady, zrozumie, że dobro tych, których kochamy, jest ważniejsze od naszego własnego – oraz że na prawdziwą miłość warto zaczekać.

 

Książka rozkręca się powoli, na początku jest wręcz nieco nużąca. Każdy chyba domyśla się, że katastrofa musi nastąpić i oczekuje tego momentu ze zniecierpliwieniem. Autorka jednak mocno (niepotrzebnie) przeciąga pierwszą część. Dodatkowo ładuje ją tanim erotyzmem, czułam się nim wręcz zmęczona. Na szczęście w końcu akcja się rozkręca i najciekawsze rzeczy mają miejsce na ostatnich 90-ciu stronach książki. Szkoda, że te proporcje nie są odwrotne.

Choć Henry jest narratorem, to matka pozostaje w centrum uwagi. Kiedy nie znamy jej historii, wydaje się nieco irytująca. Aż się ciśnie na usta, kobieto zrób coś ze sobą. Po pojawieniu się Franka (zbiega) Adele przechodzi metamorfozę i jej syn miota się między radością a zazdrością. Maynard ciekawie przedstawiła postać matki, w bardziej ogólnym znaczeniu, nie tylko w relacji z synem.

Jednym z najważniejszych aspektów książki, bardzo dobrze uchwyconym przez autorkę jest ocena życia i innych ludzi przez nastolatków. 13-latkowi wydaje się, że wie wszystko i nic nie może go zaskoczyć. Świat jest czarno-biały, a na każde pytanie znajdzie się odpowiedź. Henry ponosi bardzo bolesną lekcję dojrzewania i dostrzega, że nic nie jest takie, jak mu się wydawało. Jednocześnie, Henry potrafi wyciągnąć wnioski ze swoich błędów i opiera na nich swoje dalsze postępowanie, co kontrastuje z innym bohaterem (bez spoilerów musi być 😉 )

O banałach typu siła miłości nie będę pisać 😉

Podsumowując: wrażenia po lekturze raczej pozytywne, ale jak wspominałam wcześniej końcówka jest znacznie lepsza niż początek. Kandydat do Nobla to na pewno nie jest, raczej czytadło ze średniej półki.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Przeczytane 2014 i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Ostatni dzień lata

  1. zaczytana2 (Magda) pisze:

    Kurcze, ostatnio już nawet nie mam czasu na takie mało wymagające lektury :-(, przez cały listopad męczę jedną książkę i jestem dopiero ma 150 stronie. Za to słuchanie idzie mi w ilościach hurtowych, zwłaszcza w nocy przy karmieniu…

  2. anka pisze:

    Cos mi sie obilo o uszy o filmie – ze fajny. Chcialam go zobaczyc bo lubie (wielbie) Kate Winslet. Moze sie skusze na ksiazke, jesli mi padnie w rece.

  3. pasztetowa pisze:

    Dzień lata, nawet ostatni, w listopazie miło widziany 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *