Miniaturzystka

„Miniaturzystka” to debiutancka powieść Jessie Burton, 31-letniej aktorki. Już sama okładka i objętość (464 strony!) książki zachęcają do lektury.

Jest październikowe popołudnie 1686 roku, gdy osiemnastoletnia Nella Oortman staje na progu wielkiego domu w bogatej dzielnicy Amsterdamu. Miesiąc wcześniej poślubiła zamożnego kupca, Johannesa Brandta i teraz przybywa, by wprowadzić  się do męża. Lecz zamiast niego wita ją mrukliwa i niemiła Marin, siostra Johannesa. Gdy ten w końcu się pojawi, nie poświęci żonie zbyt wiele czasu. Podaruje jej jednak niezwykły prezent:  okazałą drewnianą replikę domu, którą umebluje dla niej tajemniczy miniaturzysta. Podziw dla jego zręczności szybko zastąpi lęk, gdyż drobiazgi wyposażenia i figurki przedstawiające domowników nie tylko odsłaniają ich tajemnice, ale i antycypują straszne wydarzenia, które wkrótce staną się ich udziałem.

Razem z (Petro)Nellą wkraczamy w tajemnicze domostwo, pełne małych i wielkich sekretów. Główna bohaterka jest młodziutką i naiwną dziewczyną, jeśli rozpatrywać jej wiek z perspektywy czasu teraźniejszego. Nella wzbudza sympatię, ale w głównej mierze współczucie.

„Miniaturzystka” to w pewnym sensie hołd złożony kobietom – bo choć w XVII wieku ich życie bez mężczyzn było niemożliwe – to jednak silne żeńskie postaci są narratorkami tej historii. Burton użyła wątków – gwarantów sukcesu : pisze o chciwości, urażonej dumie własnej i miłości w różnych jej odcieniach. Do tego w tle enigmatyczny miniaturzysta, który też jest kobietą i tak oto mamy książkowy hit (przynajmniej na Zachodzie; odnoszę wrażenie, że w Polsce książka „przeszła” bez specjalnego echa). Burton dowodzi, że różnica czasu tak naprawdę jest nieistotna, problemy kobiet i społeczeństw niewiele się zmieniają.

Niestety ta świetna powieść, od której nie sposób się oderwać, rozczarowuje zakończeniem. Zdecydowanie brakuje spójności, autorce nie udaje się wyjaśnić zagadki miniaturzystki. Po lekturze pozostaje więc pewien niesmak, bo cóż z tego, że przez 450 stron trwało się w przyjemnym, elektryzującym napięciu, skoro na końcu czeka czytelnika właściwie pusta kartka?

Pomimo nieudolnego finału, „Miniaturzystka” bardzo mi się podobała. Sądzę, że miłośnicy gatunku będą zachwyceni. Polecam.

PS. Zachęcam do śledzenia przygód mojego pupila Pasia!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Przeczytane 2014 i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „Miniaturzystka

  1. Marta pisze:

    Zaintrygowałaś mnie, muszę przeczytać 🙂

  2. anna pisze:

    Okładka super, zgadzam sie.
    Nie słyszałam o tej książce, dodaje do wish-listy.

  3. kreskowa pisze:

    Dziękuję, że szczerze napisałaś o tej nieudanej końcówce. Słyszałam o tej książce, a ponieważ lubię powieści historyczne, bardzo się na nią nastawiłam – teraz wiem, że jednak szkoda czasu. Zwłaszcza, że ostatnio rozczarowało mnie również tak zachwalane wszędzie „Oczyszczenie” Andrew Millera. Pozdrawiam!

  4. nissia pisze:

    a ja siew skusze pomimo tej koncowki. dzieki za recenzje.

  5. naia pisze:

    Ja miałam wrażenie, że w końcówce autorka trochę opadła z sił. Z początku ładnie rozwija wszystkie wątki i buduje napięcie, ale w dalszej części jakby traciła nad tą historią kontrolę, jakby ją przytłoczyła. Może to kwestia wprawy pisarskiej, w końcu to jej debiut. Będę śledzić jej dalsze losy, ciekawa jestem, jak się rozwinie.

  6. Pingback: Domek dla lalek | Rzecz o książkach

Odpowiedz na „kreskowaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *