Wielkie „Małe życie”

Macie czasem tak, że po przeczytaniu jakiejś naprawdę świetnej książki, nie możecie przystąpić do żadnej nowej, bo czujecie, że jakoś tak głupio, nie wypada tak po prostu zacząć sobie czegoś nowego, kiedy emocje po prawdziwie pięknej literaturze jeszcze nie opadły? Zdarza mi się to rzadko i tak właśnie było (w zasadzie ciągle jest, choć czytam już 2 inne książki, jednak nie powieści) z „Małym życiem”.

male-zycie-2Książkę kupiłam jak tylko się ukazała (London, of course),  ale jakoś ociągałam się z lekturą. Nie mogłam przebrnąć przez pierwszy rozdział i męczyło mnie angielskie wydanie – małe litery. Potem jednak dostałam w prezencie polskie – ładne, w twardej obwolucie i  z odpowiedniej wielkości czcionką – 😉 i machina ruszyła! Na zdjęciu możecie porównać okładki – osobiście bardziej podoba mi się angielska, jest bardziej nowojorska (schody!). Zgadnijcie, gdzie toczy się akcja „Małego życia”…

O czym jest „Małe życie”? O przyjaźni, miłości, kondycji ludzkiej. Nie znajdziecie tu jednak patosu kojarzącego się z tymi słowami. Nie pamiętam, kiedy ostatnio spotkałam się z tak piękną, czystą miłością. Czytając ma się złamane serce, a jednocześnie czuje powiew nadziei, że prawdziwie dobro i nieskazitelne uczucia ciągle drzemią gdzieś w ludziach w naszym materialistycznym świecie.

male-zycie-1Nota obwolutowa: Czterech przyjaciół tuż po ukończeniu studiów przenosi się do Nowego Jorku, aby zacząć nowe życie. Nie mają nic poza sobą i swoimi ambicjami. Willem – aspirujący aktor, JB – utalentowany malarz, Malcolm – sfrustrowany architekt, oraz tajemniczy i wycofany Kude, który stanowi dla wszystkich punkt oparcia. Z czasem ich relacje stają się coraz bardziej pogmatwane za sprawą uzależnień, sukcesów i dumy. Oto poruszająca do głębi opowieść o wielkim mieście, które daje szansę na zapomnienie o przeszłości, i o życiu w bólu, który nie pozwala o niej zapomnieć. To proza, która w całym swoim pięknie opisuje doświadczenia, zła, granice ludzkiej wytrzymałości i tyranię pamięci.

„Małe życie” to bardzo ciekawa historia czwórki ludzi, ich dorastania. To nie nowojorska bajka w stylu „Seksu w wielkim mieście”, choć mają miejsce wydarzenia prawdziwie magiczne. Śledzimy, jak każdy z bohaterów zmaga się ze swoimi demonami, próbuje sił, walczy, by osiągnąć sukces w danej dziedzinie. Podoba mi się taki etos samorealizacji.

Książka pokazuje, jak kluczowe dla naszego życia jest dzieciństwo. To, co zostaje zaszczepione w młodym umyśle, kształtuje go na zawsze.I choć byśmy osiągnęli w życiu najbardziej niesamowite rzeczy, w swoim mniemaniu ciągle będziemy gorsi, niegodni i nie na miejscu. Muszę przyznać, że historia jednego z głównych bohaterów (nie chcę Wam nic zdradzać z fabuły!) tak mną wstrząsnęła, że prawie poczułam się w obowiązku, by adoptować dziecko…

„Małe życie” (tylko 814 stron!) to literatura przez duże L. Po prostu trzeba przeczytać. Po lekturze człowiek kipi emocjami i chciałby koniecznie z kimś o książce podyskutować – sama nakłoniłam męża do lektury i czekam aż skończy. Jeśli czytaliście, koniecznie podzielcie się wrażeniami!

Wynotowałam wiele cytatów podczas lektury, poniżej kilka z nich.

„(…) Smutek,  można by rzec, ale nie smutek pełen litości, lecz większy smutek, taki, który obejmował wszystkich nieszczęsnych, borykających się z życiem ludzi, miliardy ludzi, których nie znał, przeżywających swoje życie; smutek, który mieszał się z zachwytem i nabożnym lękiem wobec trudu, z jakim ludzie wszędzie na świecie próbują żyć, nawet kiedy ich dni są niezmiernie trudne, nawet gdy okoliczności są podłe. Życie jest takie smutne, myślał w tych chwilach. Jest takie smutne, a jednak wszyscy musimy je przeżywać. Wszyscy się go czepiamy, wszyscy szukamy czegoś, co da nam pociechę.”

„(…) Posiadanie dzieci wzbogaciło ich dorosłość o natychmiastowe i niezaprzeczalne poczucie celu i kierunku: dzieci determinują długość i miejsce spędzania wakacji, od potrzeb dzieci zależy, czy zostanę jakieś pieniądze, a jeżeli tak, to na co je wydać, dzieci nadają kształt dniom, tygodniom, latom, życiu. Dzieci są swoistym rodzajem kartografii – trzeba kierować się mapą, którą wręczają rodzicom w dniu swoich narodzin.

Lecz on i jego przyjaciele nie mają dzieci, a ich nieobecność sprawia, że świat rozciąga się przed nimi, niemal dławiąc od możliwości. Bez dzieci status człowieka jako dorosłego nigdy nie jest pewny, bo bezdzietny dorosły stwarza dorosłość sam dla siebie i jakkolwiek jest to często stan ekscytujący, to jest to zarazem stan ciągłej niepewności, ciągłej wątpliwości.”

„(…) Związki nigdy nie dostarczają nam wszystkiego. Dostarczają niektórych rzeczy. Masz pełną listę rzeczy, których oczekujesz od drugiej osoby – zgrania seksualnego, powiedzmy, albo dobrej rozmowy, albo wsparcia finansowego, albo odpowiedniego poziomu intelektualnego, albo miłego usposobienia, albo lojalności – i wolno ci wybrać trzy z tych rzeczy. Trzy i koniec. Może cztery, jeśli masz szczęście. Tylko w kinie znajduje się partnera, który oferuje pełny zestaw. W realnym świecie musisz się zdecydować, z którymi trzema wartościami chcesz spędzić resztę życia, a potem poszukać tych wartości w drugiej osobie. Na tym polega życie. Nie widzisz, że to pułapka? Jeżeli będziesz się upierała znaleźć wszystko, skończysz z niczym. (…)

Wtedy nie wierzył tym słowom, bo był to czas, kiedy wszystko zdawało się możliwe: miał dwadzieścia trzy lata, ludzie wokół niego byli młodzi, atrakcyjni, inteligentni i błyskotliwi. Wszyscy myśleli, że zostaną przyjaciółmi na dziesiątki lat, na zawsze. Ale u większości ludzi to się rzecz jasna nie sprawdziło. Z biegiem lat człowiek uświadamiał sobie, że wartości, które ceni w osobach, z którymi sypia lub romansuje, to niekoniecznie te same wartości, z którymi chciałoby się żyć czy też być, czy też brnąć przez swoje dni. Jeżeli człowiek był bystry i miał szczęście, dowiadywał się tego i przyjmował to do wiadomości. Decydował, co jest dla niego najważniejsze, i szukał tego, ucząc się być realistą.”

Ten wpis został opublikowany w kategorii Przeczytane 2016 i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Wielkie „Małe życie”

  1. g. pisze:

    Czcionką, nie trzcionką.

  2. Marta pisze:

    Do przeczytania 🙂

  3. Zbyszek pisze:

    „Małe życie” czeka na swoją kolej w czytniku. Pomimo, że czytałem bardzo różne opinie o tej książce, od zdecydowanie negatywnych do zachwytów, zdecydowałem się jednak dać jej szansę, chociaż Twój wpis potwierdza tylko moje przeczucie, że będzie bolało, i że mną prawdopodobnie „trząchnie” 🙂 Ktoś gdzieś kiedyś napisał, że tylko dobra literatura potrafi czytelnika poruszyć i chyba cos w tym jest.

  4. Pingback: Czytelnicze podsumowanie roku 2016. | Rzecz o książkach

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


+ 1 = sześć