Księga rodu z Baltimore

Im dłużej nie piszę, tym trudniej mi wrócić. Jakoś tak głupio nagle wyskoczyć z recenzją po półrocznym okresie milczenia! Ale cóż;-)

Zobaczcie, jak utrudniony bywa mój czytelniczy żywot…

trudne warunnki czytelnicze

Czas mam ograniczony, więc wspomnę Wam o jednej bardzo fajnej powieści. Pamiętacie „Prawdę o sprawie Harry’ego Quberta”? Czytałam tę książkę w 2014-tym, niestety nie zrecenzowałam, ale doskonale pamiętam, że była świetna. Joel Dicker  powrócił z kolejną smakowitą powieścią – mowa o „Księdze rodu  z Baltimore”.

Zanim doszło do tragedii, istniały dwie gałęzie rodu Goldmanów: Goldmanowie z Baltimore oraz Goldmanowie z Montclair. Ci drudzy to należąca do klasy średniej, zamieszkująca niewielki dom w New Jersey rodzina Marcusa Goldmana, sławnego na cały świat pisarza, autora „Prawdy o sprawie Harry’ego Queberta”. Ich zamieszkujący w Baltimore krewni mogą się pochwalić typową dla klasy wyższej luksusową rezydencją w sąsiedztwie najbogatszych obywateli.
Osiem lat po dramatycznych wydarzeniach, które rozegrały się w rodzinie Goldmanów, Marcus postanawia przyjrzeć się losom swojej familii. Chciałby znaleźć przyczyny jej rozpadu. Wspominając przeszłość, znów zaczyna odczuwać fascynację rodem z Baltimore, któremu z powodu wakacji w najdroższych kurortach Miami i Hamptons oraz nauki w elitarnych szkołach zawsze po cichu zazdrościł. Wraz z upływem lat blask rodziny z Baltimore coraz bardziej blakł i do głosu zaczęły dochodzić dramatyczne wydarzenia. Aż do dnia, który wszystko odmienił.

Od pierwszej strony lektury miałam wrażenie, jakbym po latach spotkała się z dawno niewidzianym przyjacielem. Od razu nasunęło mi się pytanie, dlaczego tak długo zwlekałam z przeczytaniem „Księgi rodu z Baltimore”, choć tak lubię pióro Dickera. Pisze lekko, ciekawie i zabawnie, a jego książki pochłaniam w 2-3 dni, pomimo sporych objętości. Zazdroszczę mu talentu i podziwiam, że w tak młodym wieku (jak na pisarza, bo osobiście będąc jego rówieśnicą wydaje mi się, że stoję na progu starości!) tyle osiągnął.

„W Księdze rodu z Baltimore” znajdziecie jeden z mój ulubionych literackich motywów , czyli doświadczenie przejścia głównego bohatera z dzieciństwa w dorosłość i wpływ wydarzeń z okresu dojrzewania na kształtowanie charakteru. Tutaj szczególną rolę odegrała historia przyjaźni Marcusa z kuzynami.

Mamy też wątek miłosny skrojony na współczesne realia – jest szczypta skandalu z gwiazdą w roli głównej. Obecne standardy medialnego sukcesu celnie komentuje jeden z pobocznych bohaterów: „(…) Swego czasu idolami Amerykanów byli kosmonauci i uczeni. Dziś naszymi idolami są ludzie, którzy nic nie robią, tylko na okrągło pstrykają zdjęcia sobie lub swoim talerzom.” Nic dodać, nic ująć…

Podobało mi się też jak Marcus z wiekiem zaczyna inaczej patrzeć na swoich rodziców i dostrzega niuanse rodzinnej piramidy. Jako dziecko był zapatrzony w idealną, zamożną rodzinę kuzyna i marzył, by zostać z nimi na zawsze. Dopiero po wielu latach zrozumiał klasę własnych rodziców i to, jak ciężko było im wziąć odpowiedzialność za swoje decyzje. U siebie dopatruję się podobnej tendencji – im jestem starsza, tym bardziej doceniam rodziców i podziwiam ich zaradność.

Dicker w tej powieści odnosi się też do kwestii poszukiwania swojej drogi w życiu. Na przykładzie Alexandry pokazuje, że nawet największy talent można zmarnować, jeśli nie spotkamy kogoś, kto w nas uwierzy i przysłowiowo pchnie do przodu. Z drugiej strony demonstruje, że należy być wytrwałym, nie poddawać się i walczyć o to, co chcemy osiągnąć. Brzmi banalnie, ale to samo życie…

„Księga rodu z Baltimore” to dobrze napisana, interesująca powieść, którą zdecydowanie polecam. Mam nadzieję, że autor nie da nam długo czekać na swoją kolejną książkę!

Ten wpis został opublikowany w kategorii przeczytane 2017 i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Księga rodu z Baltimore

  1. Marta pisze:

    Zapowiada się ciekawie 🙂

  2. zaczytana2 (Magda) pisze:

    Dopiero zobaczyłam że jest nowy wpis :(. Daje do schowka tytuł :). Co do utrudnień to coś o tym wiem hihi 3 latek podobnie pomaga przy wypoczynku hihihi a jak w nowym roku pojawi się kolejny maluszek to pewnie jeszcze mniej będę miała czasu dla siebie….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


siedem − = 0