Mroczna „Siostrzyca”

Gwiazdor nie zawiódł i jak co roku, znalazłam pod choinką kilka interesujących książek. Wśród nich była „Siostrzyca” Johna Hardinga, którą przeczytałam w tempie ekspresowym.

„Siostrzyca” to, utrzymana gotyckim stylu, historia 12-letniej Florence. Florence wraz z bratem Gilesem mieszkają w wielkim, zaniedbanym domu. Wychowują się właściwie sami. Są sierotami pozostającymi pod opieką wuja, który opłaca utrzymanie domu i nieliczną służbę. Florence i Giles żyją beztrosko i szczęśliwie. Stan ten zakłóca pojawienie się guwernantki. Kiedy ta utonie w tajemniczych okolicznościach w jeziorze, zjawia się kolejna. Nowa guwernantka wydaje się być o wiele groźniejsza niż poprzednia. Florence podejrzewa ją o złe intencje i zaczyna swoje dochodzenie.

„Siostrzyca” z pewnością nie pozostawia czytelnika obojętnym. Trudno jednak rozstrzygnąć, czy bardziej urzeka, czy też rozczarowuje.

Opowieść ciekawej świata, uwielbiającej czytać (pomimo zakazu nauki czytania, czy też pisania, co według wuja jest młodej damie całkowicie zbędne) dziewczynki, musi podbić serca wszystkich moli książkowych. Jeśli do tego dodamy fakt, że Florence jest sierotą, a także rezolutną opiekunką młodszego brata, po prostu nie sposób odmówić jej sympatii. Florence posługuje się, wymyślonym przez siebie, językiem. Najbardziej z jej licznych wyrażeń zapadło mi w pamięć „schodkować” zamiast schodzić/wchodzić po schodach. Ta forma wysławiania się bywa denerwująca, ale jednak w szerszym spojrzeniu raczej czarująca. Język dziewczynki przenika silnie do głowy czytelnika i aż samemu zaczyna się „ewentualnić”.

Wadą, choć z pewnością dla niektórych wręcz zaletą, „Siostrzycy” było pozostawienie przez autora zbyt wielu niedomówień. Zdradzę, że historia przedstawiona w książce ewoluuje i w jakiś sposób zostaje zamknięta. Jednak czytelnik nie wie, co wydarzyło się naprawdę. Czy wszystko było tylko wytworem wyobraźni Florence? Czy też ona okazuje się być wyrachowaną, zdolną do nieuzasadnionego okrucieństwa dziewczynką? Książka z gotyckiej opowieści zamienia się z lekka w bajkę bez happy endu.

Harding umiejętnie trzyma czytelników w napięciu do końca. Stworzył niesamowity klimat starego, nawiedzonego domu, a jednocześnie podsuwa racjonalne wyjaśnienia zaistniałych okoliczności. Można poczytać to autorowi na plus, aczkolwiek mam wrażenie, że historia Florence i Gilesa stwarza więcej możliwości. Harding poszedł w stronę gotyku, a miał świetną bazę na opasłą dickensowską powieść.

Myślę, że „Siostrzyca” to przyjemny powrót do dzieciństwa, szczególnie dla moli książkowych. Jeśli skupić się na tym aspekcie książki, na pewno nas nie rozczaruje. Jednakże, osoby, które lubią jasne i przejrzyste opowieści, mogą nie być do końca usatysfakcjonowane lekturą.

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Przeczytane 2011. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Mroczna „Siostrzyca”

  1. Czarnuszek pisze:

    Choć zdecydowanie wolę lekkie książki, ta pozycja mnie zaintrygowała 😉 muszę dodać do mojej listy!

  2. Maya pisze:

    Nie wiem czy czytałaś „Pokój”, bo tam również 5-letni chłopiec tworzył nowe wyrazy i wyrażenia. Rzeczywiście początkowo to utrudnia lekturę, bo trzeba się przyzwyczaić do innego toku myślenia.
    Podejrzewam, że ta książka mogłaby się mi spodobać, ponieważ właśnie takie niejasne powieści lubię najbardziej.

  3. Anda pisze:

    ciekawe, ciekawe!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *